Gniazdo - Opowiadania Erotyczne

Skangur



Gąski, cz. 3 (5k) MF, cons, 02.10.2005
Jej pupa coraz bardziej napierała na moje udo, przygniatając rękę. Palce musiały w końcu natrafić na futerko tej kotki. Musiały w końcu zagłębić się w tą rozkoszną dziurkę, omijając stringi. Poczuły gorąco, lepkość i tą wspaniałą, wewnętrzną miękkość. Nic nie jest tak delikatne w swej strukturze, jak wnętrze kobiety. Jak za dotknięciem różdżki, moje podniecenie unosiło się, niczym most zwodzony. Przekazało ono impuls i przyzwolenie najdłuższym palcom. Wchodziły one powoli, bardzo powoli, sięgając granicy możliwości i długości, by następnie również wolno wycofać się do krawędzi wejścia.

Gąski, cz. 2 (8k) MF, cons, 13.09.2005
Czyżby to jednak ona tam była? Nie to niedorzeczne. To jakaś mrzonka. Niewiarygodnie piękna w tej pozie, zauroczyła mnie. Spojrzawszy przelotnie w moim kierunku, nie przerwała poszukiwań. Spuściłem wzrok i w tym momencie ujrzałem leżące na podłodze spodenki, a nogi utrzymujące się na palcach napinały zgrabne nagie pośladki. Musiałem, musiałem ich dotknąć. Nawet za cenę oberwania po buzi. Raz kozie śmierć, najwyżej wylecę z hukiem – pomyślałem, unosząc się z posłania. Klęknąłem przed tym cudownym obrazem kładąc ręce na biodrach. Przyłożyłem usta do jednego z pośladków. Nie zareagowała. Pachniała cudnie, tym kobiecym, pełnym seksu zapachem.

Gąski (7k) MF, cons, 24.08.2005
Wpatrywałem się w mroczną dal morza, nad którym miliony gwiazd mrugały porozumiewawczo, oznajmiając nadchodzący, piękny dzień. W pewnej chwili poczułem dreszcz przenikający moje ciało. Wiatr mnie muskał po plecach? – Nie. To był inny dotyk. Dotykała mnie żywa istota. Stała za mną, rozprowadzając ciepło swych rąk subtelnym muśnięciem, odrywając je co chwila, by powrócić w innym miejscu. Wrażenie to schodziło coraz niżej. Stałem jak skamieniały, bojąc się ruszyć, by nie wystraszyć tych rąk. A One, One błądziły dalej, usztywniając już teraz całe ciało. Gorący oddech na karku uzmysłowił mi że za chwilę poczuję, jedno z najdelikatniejszych miejsc kobiecego ciała.

Mój ukochany duch (8k) 08.08.2005
Nie otwierając oczu, zastanawiam się, co też mnie obudziło. Czułam dziwne podniecenie. Nic mi się nie śniło takiego. Przynajmniej nie zapamiętałam snu - bo chyba śniłam coś? Uczucie to z wolna mijało, ale ciągle miałam wrażenie, że coś się dzieje. Tak, już wiem. Ktoś mnie dotyka. Ktoś pieści moje uda. Uchyliłam powieki, by się upewnić, że nic takiego się jednak nie dzieje fizycznie. Spojrzałam w dół swego ciała i zamarłam.

Nieznany, cz. 1 (10k) 22.07.2005
Zły, to mało powiedziane. Czułem się okropnie i wszystko mnie drażniło. Skąd takie samopoczucie ? - Przyczyn mogło być wiele. Zwłaszcza ostatnie przeżycia mogły być takiego stanu przyczyną. Do portu lotniczego dotarłem w jakimś letargu. Ocknąłem się tuż przy samolocie. Myśli krążyły bezwiednie po wszystkim co napotkały. Przypominały mi o najbliższym spotkaniu, o ostatnich przeżyciach i o zobowiązaniu się do napisania owych przeżyć związanych z... -Proszę pana, proszę pana, proszę pofatygować się na swoje miejsce ! Zaraz odlot. Siedząc zapięty już pasami znowu pogrążyłem się w kotłujących się i porozrzucanych myślach.

Nieznany, cz. 2 (8k) 22.07.2005
Obudziłam się rozanielona po wczorajszym pożegnaniu z Jarkiem. Mimo, że to pożegnanie, to wiedziałam że niebawem zobaczymy się i nie martwiłam specjalnie rozłąką. Myślę, że nawet zwiększy to tylko mój apetyt na niego - uśmiechnęłam się do własnych myśli. Słonko pieściło moje policzki, zapowiadając wspaniały dzień. Bo sprawa w sądzie, to tylko formalność. Miano uznać mojego męża za zaginionego bez wieści i uznać małżeństwo za rozwiązane, co otwierało mi drogę do połączenia się z Jarkiem tak jak tego pragnęliśmy. Sprawa ciągła się już kilka lat. Czyli normalna procedura w takich przypadkach. A był to przypadek naprawdę dziwny i dotąd niewyjaśniony. Mąż był żołnierzem i wyjechał w misji pokojowej do obcego kraju.

Nieznany, cz. 3 (9k) 22.07.2005
-Nie jestem pewna na sto procent i dowiem się tego dopiero po jej przylocie tutaj i rozmowie z nią.. Czuję jednak jak powiadasz instynktownie, że to ona. Jak tylko przesłałeś nam jej fotografię emailem, to coś mnie zastanowiło w jej oczach. W jej spojrzeniu jest coś, co przypomina mi moją mamę. Choć siostra moja z urody była raczej mieszańcem. Trochę matki, trochę ojca i dlatego, tak trudno uchwycić i przyrównać jej urodę do kogoś nawet z rodziny. Głos z lekka chrypliwy słyszałam w słuchawce, więc nie podobny do mamy. Ona pali ?

Los to sprawił - Lucyna (4k) 03.07.2005
Śliczny, słoneczny poranek nastrajał optymistycznie. Z Adamem umówiłem się w "Ogródku Piwnym". Kiedy tam dotarłem, cztery stoliki były już zajęte. To jakaś wycieczka okupowała je. Usiadłem po przeciwnej ich stronie, zamawiając małe piwko i małą, czarną kawę. Mój stary druh i przyjaciel mawiał: "Nie ma nic lepszego na noc, jak mała czarna pita w łóżku" Bawiły mnie te jego dwuznaczne sformułowania. Jego filozofia często mnie zaskakiwała. Na przykład wczoraj twierdził, że nie ma kobiety, która by nie uległa.

Los to sprawił - Ola (5k) 03.07.2005
Ponownie umówiliśmy się z Adasiem w "Ogródku Piwnym". Miał przystąpić do nowego zadania. Byłem ogromnie ciekaw, co też tym razem wymyśli. Przyszedł punktualnie odstrzelony w garnitur niczym stróż w Boże Ciało, dzierżąc w ręce tubę z projektem. To mnie nie zdziwiło, bo w końcu był zdolnym architektem, tylko gdzie się z tym wybiera? Czyżby przyszedł przełożyć nasze spotkanie?

Los to sprawił -Sandra (6k) 03.07.2005
Dzisiaj, to Adam czekał na mnie w "ogródku piwnym" popijając zimną już kawę. Siedział zatopiony w swych myślach. Nawet nie zauważył mnie kiedy podszedłem. Dopiero klepnięcie go gazetą po ramieniu spowodowało jego ocknięcie i przywrócenie do rzeczywistości. - Cześć przyjacielu! - Co, lub kto sprawia żeś taki markotny ? - spytałem przypatrując mu się uważniej.

Ojciec i syn, cz. 1 (4k) 27.06.2005
-Niech pani poczuje ich gładkość, krągłość i sama stwierdzi tą doskonałość - mówił dalej, zataczając ową ręką kręgi wokół nabrzmiałej z podniecenia piersi. Uchwycił drugą jej ręką i położył na jej pośladku. Stała jak zahipnotyzowana ową "bezczelnością" jak sądziła, nie mogąc oprzeć się jego poczynaniom. Oparła się natomiast o biurko, dla uchwycenia równowagi, gdyż stali ciągle przed nim w niedalekiej odległości.

Ojciec i syn, cz. 2 (6k) 27.06.2005
Szli spacerkiem ulicą prowadzącą do jej domku na obrzeżu miasteczka. Marcin chciał ją przeprosić w gabinecie dyrektora, ale skoro uznała, że lepiej będzie zrobić to po drodze, to jej sprawa. Czuł się z początku nieco onieśmielony. Rozmowa jednak z czasem nabierała rumieńców i sprawiła, że stopniowo zapominał o dzielących ich różnicach wieku i wzajemnej korelacji. To ona pokierowała rozmową tak, by zatarły się różnice. Była w doskonałym nastroju. Czyżby to ojciec sprawił u niej taką przemianę?

Ropucha (5k) 20.06.2005
W swoim pokoiku na poddaszu, szykowałam się na impezkę dumając w co się ubrać. Stałam przed lustrem nagusieńka. Zastanawiałam się czy ktoś, kiedyś, zechce zainteresować się mną na poważnie jako kobietą, skoro jestem: Ani ponętna, ani powabna, Ani to piękna, ani to zgrabna

Rehabilitantka II (4k) 20.06.2005
Objęła moją głowę, przyciągając do wymykających się z pod fartuszka piersi. Ich zapach odurzał. Język mój sunąc środkiem, robił ślad wilgoci, kierując się ku szyi. Wspólnie z wargami pieścił jej wygiętą szyję. Tarmosząc mi włosy, wzdychała cichutko. W końcu trafiłem na rozchylone w oczekiwaniu usta. Przywitanie z jej językiem, sprawiło ponowny zawrót głowy. Opadłem razem z nią na kozetkę, tracąc równowagę. One, niczym karuzela obracały się wokół siebie, dotykały i pieściły w ten sposób. Wreszcie oderwały się, by dać pole manewru wargom.

Rehabilitantka (5k) 02.03.2005
Wspólnik poinformował mnie o nowym zleceniu. Zlecenie obejmowało remont mieszkania w blokowisku, na dość odległym od centrum miasta osiedlu. Pierwsze piętro, cztero-pokojowe mieszkanie, wykupione przez "nowobogackich" jak ich złośliwie nazywałem. Pojechałem tam, by uzgodnić termin, a raczej godzinę wejścia i przystąpienia do remontu. Skończyliśmy dwa dni temu ostatnie zlecenie, więc nasi pracownicy, byli gotowi do pracy od zaraz.

Siostra Martyna, cz. 3 (5k) 27.05.2005
Martyna, po wypisaniu Maćka ze szpitala; zaryzykowała jak to określiła, i zamieszkała u niego. Przynajmniej większość czasu spędzała w jego mieszkaniu. Któregoś pięknego dnia, kiedy odpoczywali wtuleni w siebie po uniesieniach miłosnych, postanowiła opowiedzieć mu swoją historię, która stała się przyczyną jej zainteresowania wykonywanym obecnie zawodem. -Wiesz ? - mam ochotę, opowiedzieć tobie o pewnym wydarzeniu. Historia ta, wpłynęła niewątpliwie na dalsze moje życie. To był ogromny wstrząs dla mnie i dlatego, już jako pielęgniarka pragnęłam utopić, zgubić tamte chwile. Tego się jednak nie da zapomnieć tak do końca

Agnieszka, cz. 3 (5k) 11.05.2005
Opowiadanie Agnieszki o sobie i wspólna dyskusja o tym, przeciągnęła się do późnych godzin wieczornych. Zaproponowaliśmy jej, by pozostała u nas na noc. Wandzia pościeliła w słynnym pokoju kinowym, na znanej już jej sofie i udaliśmy się na spoczynek. Nie dane nam było jednak, zasnąć jeszcze tej nocy. Wandzia postanowiła zerknąć na chwilę do Agnieszki, by sprawdzić, czy dobrze jej tam będzie. Kiedy weszła cichutko do pokoju, zastała ją leżącą już na pościeli. Naga, z przymkniętymi oczyma, z jedna ręką na piersi, drugą, poruszającą się pomiędzy ściśniętymi udami, pomrukiwała cichutko.

Agnieszka, cz. 2 (5k) 05.05.2005
-A wracając do łazienki, to, to jej sikanie, pobudziło mnie na nowo. Ona siadając na sedesie, nie zdejmowała wzroku z mojego rycerza, którego właśnie wycierałem stojąc przed lustrem. Wyciągnęła w pewnej chwili rękę i już go nie chciała puścić. Ja nie byłem jej dłużny i zdążyłem jeszcze poczuć ostatnie, ciepłe, strugi na swej dłoni. Po tym, mój klejnocik z miejsca był gotowy szaleć. I zrobił to. Uniosłem ją i posadziłem na pralce. Miałem jej łono teraz na wysokości rycerza bez zbroi. Kasia, sama nakierował go sobie i przyciągając drugą ręką moje pośladki, nabiła się nań, z jękiem zadowolenia. Oczy jej zaszły mgłą, kiedy dobijałem do jej dna za każdym pchnięciem.

Agnieszka (6k) 23.04.2005
Pod moją nieobecność, para przyjaciół pozostawiona w pokoju, czuła się u nas jak zawsze bardzo dobrze i swobodnie. Spotykaliśmy się wspólnie od dłuższego już czasu i dość często. Ukształtowała się pomiędzy nami pewnego rodzaju, niewypowiedziana głośno; rzecz by można, swoboda obyczajów. Bez skrępowania potrafiliśmy się całować, pieścić; a i zdarzało się z czasem, że i kochać, na oczach tych dwojga ludzi. Zresztą, bywały i odwrotne sytuacje. To my, patrzyliśmy jak oni to robią. A zaczęło się niewinnie, kiedy to moja Wandzia, w przypływie nagłej do mnie namiętności, usiadła mi na kolanach i podciągając spódniczkę jedną ręką, drugą odpinała mój rozporek. W pierwszej chwili zszokowani przyjaciele, patrzeli na nas z niedowierzaniem.

Siostra Martyna, cz. 2 (3k) 01.04.2005
Obudził się z przeświadczeniem, że miał piękny sen, lecz nie potrafił sprecyzować o czym śnił. Wiedział tylko że musiał być śliczny, skoro mimo bólu nogi ( i dziwne jąder), czuł się odprężony. Powoli docierało do niego to, co stało się ubiegłej nocy. Więc, to nie był tylko sen? Martynka stała się tego stanu przyczyną? No tak. Nie dziwię się - pomyślał. Spodobała mu się od pierwszej chwili, kiedy stanęła w drzwiach. Czuł , że z wzajemnością i musiał coś z tym zrobić.

Siostra Martyna (2k) 16.03.2005
Obudził się, patrząc na nią w milczeniu. Z pod przymkniętych powiek, obserwował jej poczynania. Kusiło ją, by go dotknąć, musnąć zewnętrzną stroną dłoni. Lubiła tak pieścić męża, kiedy jeszcze byli razem. Taką wzajemną grą, przygotowywali sobie ucztę miłosną, przeżywając ją potem, długo i pięknie. Wspomnienia powróciły z wielką siłą, wyzwalając skrywane tęsknoty. Przestała panować nad sobą. Dotyk jej, lekki niczym puch, sprawił, że kapelusz drgnął, prężąc się z wolna ku jej dłoni. Przestraszyła się tego co zrobiła, a jednocześnie pragnęła tych doznań. Zapragnęła go dotykać, pieścić. Śmielej, skierowała rękę w jego stronę

Windą do nieba (3k) 01.12.2004 , formta: ****
Wsiadłam do windy i z miejsca zauważyłam tego faceta. To pewnie ta "niespodzianka", o której wspominała Basia. No, niczego sobie. Może być. Ta jego broda, pewnie mile łechce po piersiach, jak się do którejś dorwie, chłe, chłe... Tyłeczek ma całkiem, całkiem. O tym co tak uwypukla zamek błyskawiczny w spodniach, nie wspomnę. Chętnie pomacam, jak tylko będzie ku temu sposobność. A może teraz właśnie jest ? Muszę się przesunąć w jego stronę. Tylko ta babcia mi przeszkadza. Stoi tuż za jego plecami, jakby chciała go chronić. A może to jego matka?

Królewna nie z drewna (3k) 01.12.2004 , format: ****
Żyła sobie raz królewna i nie była wcale z drewna
Miała ciałko całkiem zdrowe, nogi, ręce, rozum w głowie
Jasne włosy, długą szyję, dlań... zachwytu ja nie kryję
A jej oczy, niczym fiołki, chętnie zajrzę... do jej norki
Jestem pełen dziś ochoty, by pokazać jej... klejnoty
Moje berło trzymać może, do momentu, kiedy włożę...

Dwie Zuzanny (7k) 24.11.2004 , format: ****
Nie mogłam przestać myśleć o tym, co się stało w kinie. Jak mogłam się tak zachować ? Jak mogę na dodatek teraz jeszcze pragnąc jego dotyku, choć był brutalny. A może dlatego, że był taki brutalny i podniecający zarazem ? Nie słyszałam dzwonka i dopiero kiedy stanął przede mną, oderwałam natrętnie powracające myśli o nim i o tym co się tam stało. Z tego wszystkiego jak widać, zapomniałam przekręcić patent w drzwiach. Podszedł do mnie i bezceremonialnie uniósł, a następnie posadził na stole kuchennym, wpijając się wargami w moje oniemiałe z zaskoczenia usta. Objęłam go rękoma za szyję, a nogami w pasie, by odebrać mu szansę wycofania się. On jednak, nie miał takiego zamiaru. Wręcz przeciwnie.


Powrót




Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora
Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora