Zapach pomarańczy nabijanych goździkami unosił się w całym pokoju i odurzał
zmysły. Sweter, który miałem narzucony na koszulę zdawał się być nieznośnym
więzieniem biorąc pod uwagę temperaturę jaka panowała w pokoju. Gorąco.
Pomarańcze. Światło świec. Puchata narzuta na kanapie. I Ona siedząca na
skraju kanapy trzymając w obu dłoniach filiżankę z jakimś parującym napojem.
Wszystko jak z mojego wyobrażenia ciepła, przytulności i bezpieczeństwa.
Rozczulająca scena niczym z tandetnego obrazu, nie mająca w sobie jednak
żadnej tandetności, a tylko błogość i zapowiedź przyjemności. Stojąc w
drzwiach patrzyłem na roztaczające się przede mną obrazy tak proste i tak
silne zarazem, tak... Tak przytulne.
Autobus w końcu dotarł bezpiecznie do mojego przystanku więc mogłem opuścić
jego zatłoczone wnętrze i gdy tylko znalazłem się na zewnątrz, przystanąłem
chwilę i nabrałem powietrza w płuca. Dzień był rześki, a w powietrzu unosił
się zapach jaśminu. Bardzo lubiłem ten zapach więc pozwoliłem sobie
nacieszyć się nim troszkę dłużej. Zresztą miałem do domu zaledwie
kilkanaście metrów, a i szczerze mówiąc niezbyt mi się do niego spieszyło.
Własciwie to gdyby nie to, że byłem strasznie zmęczony, to chyba
zaaplikowałbym sobie jeszcze drobny spacer - wszystko było lepsze niż
słuchanie utyskiwań męczącej kobiety, którą cała reszta świata znała jako
moją żonę Asię. I tylko ja coraz częściej łapałem się na tym, że już dawno
nie myślałem o niej takimi kategoriami.
Dom Kultury w Józefowie był chyba największym budynkiem w tym niespełna
pięciotysięcznym miasteczku. Potężne, siwe gmaszysko z białymi gzymsami i
czerwonym dachem widoczne było już z daleka. Stał w samym centrum i należał
do kompleksu budynków, na które składały się Urząd Miasta, Posterunek
Policji, Poczta, czy Przychodnia Lekarska. Stanowił przy tym swoiste centrum
kulturalne. To tu co tydzień odbywały się dyskoteki, kursy tańca, próby
zespołów muzycznych i mieściła się biblioteka. Wszystko to w jednym budynku
usytuowanym w pobliżu zabytkowej, nieczynnej od lat fontanny i otoczonym
wielkimi drzewami. Zachodnie ściany Domu Kultury wychodziły na obszerny,
wyłożony kostka brukową plac, który powstał na miejscu znajdujących się tu
kiedyś pozarastanych terenów, w ciągu zaledwie pół roku.
Zakład w którym pracowała Hania nie był jej całym światem, ale na pewno
sporą jego częścią. Tu miała swoje przyjaciółki, tu znała wszystkie kąty, a
miarowy stukot tu pracujących maszyn przędzalniczych układał się w jej
głowie w najpiękniejszą muzykę. Była niczym Selma z "Tańcząc w ciemnościach"
i odkąd tylko zobaczyła ten film, lubiła o sobie myśleć jako o bohaterce
filmowej. Nie przeszkadzało jej, że ta historia kończyła się tak tragicznie.
Wręcz przeciwnie to nie miało żadnego znaczenia. Prosty świat, w którym
zakochała się od pierwszego wejrzenia, był również jej światem. Światem
Hani. Światem prostym, poukładanym i systematycznym do bólu.
To był piękny poranek i naprawdę byłem pod jego wielkim wrażeniem. Słońce
zaglądało przez okno mojego pokoju, a wskazówki zegara wskazywały godzinę
dziewiątą rano. Nareszcie byłem sam i nikt nie budził mnie o siódmej rano na
owsiankę. Piękna sprawa. Miałem w końcu dwadzieścia lat i był to już chyba
najwyższy czas żebym zamieszkał wreszcie sam. Długo zastanawiałem się nad tą
decyzją, ale gdy w końcu ją podjąłem to byłem z niej jak najbardziej
zadowolony. Żadnych rodziców, żadnych wczesnych pobudek, żadnych krzyków -
ogólnie jeden, wielki święty spokój.
Mieszkał raz w państwie Oman
Pan, o imieniu Roman.
Emigracja go tam zagnała
W poszukiwaniu czarnego ciała.
Tak, to z Polski był erotoman.
Sesja (9k) 08.06.2004,
Opowieści z akademika 3, format:****
- Tak, dobrze. A teraz zsuń jedną miseczkę, chcę zobaczyć twoją pierś.
Ania słuchała mnie bez szemrania. Siedząc po drugiej stronie pokoju na
łóżku, ubrana jedynie w biustonosz i krótką spódniczkę zdawała się bardzo
dobrze bawić. Ja również bawiłem się nawet więcej niż bardzo dobrze.
Trzymałem w dłoniach cyfrowy aparat fotograficzny i utrwalałem piękno mojej
dziewczyny. Nie musiałem jej długo do tego przekonywać. Zabawa rozkręcała
się w najlepsze, a na liczniku aparatu miałem już ponad dwadzieścia zdjęć,
choć nawet nie było wśród nich jeszcze żadnego aktu.
Od pierwszej chwili, gdy tylko Magda stanęła w drzwiach naszego wspólnego
pokoju w akademiku, wiedziałem, że ta noc przyniesie ze sobą sporo
niespodzianek. Siedziałem właśnie na swoim łóżku przeglądając zeszłoroczny
numer jakiegoś babskiego czytadła, gdy do moich uszu dobiegło ciche pukanie.
Spojrzałem w stronę drzwi. Magda stała tam bez ruchu stukając tylko długimi
paznokciami w drewnianą framugę. Nie skłamię jeśli powiem, że choć widziałem
już podobny widok kilka razy, to znów zaparło mi dech w piersiach na jej
widok. Gazeta wysunęła się z moich dłoni i upadła na podłogę, a ja wyraźnie
czułem, że za chwilę podąży za nią moja szczęka.
Miałem dziwne uczucie deja vu. Siedziałem na łóżku w swoim pokoju w
akademiku i czytałem jakieś przeterminowane babskie czytadło bijąc się w
głowie z myślami. Zastanawiałem się dlaczego moje życie robi się zawsze
takie nudne, gdy Ania wyjeżdża na parę dni do domu i dlaczego do diaska nie
mam w pokoju jakichś ciekawszych gazet. Przeterminowany "Cats". A i owszem!
Przeterminowany "Wamp". A i owszem! No nawet przeterminowany "Twój weekend",
ale dlaczego na Boga przeterminowane "Życie na gorąco"?! Właściwie żadna z
opisywanych tam par nie była już razem, Britney Spears dawno przestała być
dziewicą, a Agnieszka Włodarczyk, jak czytałem, miała za sobą dopiero
pierwszą, rozbieraną sesję zdjęciową.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora