To był właśnie jeden z takich dni. Wrócił właśnie z dyskoteki,
uprzednio odprowadziwszy Agnieszkę do domu. Było dopiero wpół do
dziewiątej - opuścili imprezę dość wcześnie. Wszystko przez jeden taniec...
To była wolna piosenka, tańczyli mocno przytuleni. Rafał przy każdym kroku
czuł ocierające się o niego ciało Agnieszki, wciąż patrząc jej w oczy. W
końcu przysunął swoją twarz do jej i pocałował ją w usta; najpierw
delikatnie, potem - zachęcony tym że dziewczyna się nie odsuwa - bardziej
namiętnie. Przez chwilę wszystko było w porządku, a Rafał czuł się jakby
dotykał nieba.
Zawsze uznawałem się za przeciętnego faceta - może tylko zawieranie nowych
znajomości przychodziło mi trochę trudniej niż innym. Po części dla tego
dlatego zdecydowałem się na studia tak daleko od domu. Rodzice nie oponowali
zbytnio - po części zdecydował o tym prestiż jednej z najlepszych w kraju
uczelni. Prawdopodobnie mieli też nadzieję - podobnie jak ja - że studia i
samodzielne (no, prawie samodzielne) życie w wielkim mieście pozwoli mi się
trochę "wyrobić towarzysko".
To był już trzeci czy czwarty klub tej nocy. Nie wiem,
czego właściwie szukałem ? Panienki na jedną noc chyba nie, w
każdej knajpce można było spotkać panienki w dowolnym wieku, które
widząc wysokiego faceta w drogim garniturze zaczynały rzucać
powłóczyste spojrzenia, a na dźwięk francuskiego akcentu chyba
robiło im się mokro... W sumie nie miałem nic przeciwko nim - w
końcu jestem normalnym facetem - ale tej nocy jakoś nie miałem
ochoty na takie przygody.
Teresa kolejny raz obudziła się mokra od potu. Kiepsko znosiła brazylijski
klimat. Co prawda hotelowy apartament był klimatyzowany, ale niewiele to
pomagało. Wiktora jak zwykle już nie było - no, ale dla niego był to wyjazd w
interesach, interesach nie wycieczka... W sumie to była nawet zadowolona, że nie
zabrał jej na kolejne spotkanie ze swoimi wspólnikami. Nie robili na niej
najlepszego wrażenia, choć odnosili się do niej z uprzejmością, traktując ją
jak damę. Nie była po prostu pewna czy chce mieć cokolwiek wspólnego z
południowoamerykańskimi biznesmenami, robiącymi interesy w Polsce, a fakt, że
Wiktor niechętnie wtajemniczał ją w szczegóły tych interesów wzmagał jej
podejrzenia.
W rezydencji hrabiego Branieckiego od rana panowało wielkie poruszenie.
Trwały ostatnie przygotowania na przyjęcie od dawna oczekiwanego gościa.
Tego dnia do pałacyku zagubionego w lasach Mazowsza miał przybyć baron
Wolfgang Ritter, niemiecki wielmoża, którego ród ponoć skoligacony był z
wieloma koronowanymi głowami Europy. Hrabia Braniecki zaprzyjaźnił się z
baronem kilka lat wcześniej, gdy obaj bawili w Krakowie. Spotkali się
przypadkiem na balu, na który obaj zostali zaproszeni i szybko przypadli
sobie nawzajem do serca.
Pomimo ze Krzysiek wrócił tego dnia z pracy trzy godziny wcześniej niż
zwykle, i tak był cholernie zmęczony. Praca fizyczna dwanaście godzin
dziennie sześć dni w tygodniu to nie był co prawda najciekawszy sposób
spędzania wakacji, ale perspektywa zarobku stanowiła niezłą motywacje,
zwłaszcza ze jako student i syn, powiedzmy , "średnio" sytuowanych rodziców
na nadmiar gotówki nie narzekał. Czasem jednak robota tak dawała w kość, że
zastanawiał się czy to warto... Kiedy dotarł do domu, matka rozmawiała z
sąsiadką przed domem. Obok wyraźnie nudził się pies sąsiadów, którego z
równie znudzona mina głaskała czternastoletnia córka sąsiadów, Magda.
Przez następny tydzień Krzysiek z trudem mógł się zmusić do myślenia o
czymkolwiek poza Magdą, i tym co między nimi zaszło. Z jednej strony -
niedzielne popołudnie było jedną z najbardziej podniecających rzeczy jakie
przeżył, zwłaszcza że nastąpiło po długiej "suszy"... z drugiej strony
męczyło go sumienie - w końcu dziewczyna była od niego dużo młodsza, a w
dodatku była dziewicą... No, ale w końcu wyraźnie jej to przeszkadzało, i to
ona chciała ten stan rzeczy zmienić. Taaak... następna niedziela zapowiadała
się bardzo interesująco.
- Zajmuję łazienkę! - już w progu zawołała Aga. Pomieszczenie to było tak małe, że mieliby poważne problemy ze zmieszczeniem się w niej oboje. Zresztą całe mieszkanie - kawalerka - było ciasne, ale na razie nie przeszkadzało im to, wciąż nie mogli się nacieszyć faktem ze wreszcie mieszkają razem. Za dziewczyną zamknęły się drzwi łazienki, Rafał przeszedł do pokoju, zapalił stojącą obok łóżka lampkę i zrzucił z siebie przemoczone ubranie, zostając tylko w bokserkach. Słuchając nucącej w łazience Agaty zaczął rozkładać na
łóżku pościel. Po chwili dziewczyna weszła do pokoju, otulona szlafrokiem, wycierając włosy. - No, łazienka już wolna. Chłopak szybko pozbierał rzuconą byle jak garderobę i skierował się do łazienki. Aga nie przepuściła okazji by klepnąć mijającego ją młodego mężczyznę w pośladek.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora