Jesień bezlitosne wgryzała się w kalendarz. Wiatr zrobił się chłodniejszy,
bardziej nachalnie porywał z ziemi świeżo opadłe liście. Mariola kryjąc
twarz w kołnierzu swojego płaszczyka ruszyła przyspieszonym zdecydowanym
krokiem. Nie marzyła już o niczym innym tylko o tym żeby się dostać do domu.
Na chodniku było znacznie więcej ludzi spragnionych domowego ciepła. Chłodny
wiatr zdawał się chłostać skore jakby w zapowiedzi że to nie jest jego
ostatnie słowo. Zapowiadała się zimna jesień. Pochylając głowę ku ziemi
ruszyła niemal biegiem w kierunku swojej kamienicy.
Początkowo nie mogli dotknąć kubków. Ich ręce były tak zmarznięte, palce
zgrabiałe, że kontakt z gorącymi ziołami sprawiał im ból. Trwało to jednak
tylko chwilę. Wkrótce zaczęli czerpać ogromną rozkosz z ciepła. Siedzieli
tak w ciepłym domu. Kobiecina nie miała telefonu, jednak nie to było dla
nich najważniejsze. Przede wszystkim chcieli się ogrzać, odpocząć. Staruszka
zdecydowanym głosem stwierdziła, że muszą przenocować, a rano ktoś ich
podrzuci do miasteczka. Dowiedział się, że mieszka tylko z wnuczką.
Jesień otuliła miasto pożółkłymi liśćmi, które wiatr z zapamiętaniem
rozrzucał gdzie tylko się dało. Słońce od jakiegoś czasu dawało już tylko
światło, żadnego ciepła. Chłód stawał się wszechobecny, przenikliwy i coraz
bardziej dokuczliwy. Zapowiedź rychłej zimy. Kalendarz był nieubłagany.
Daniel jeszcze miał świeżo w pamięci gorące dni, słońce lejące swoje ciepłe
promienie na rozgrzane ciało. Jednak wszystko przemija, dzień po dniu,
miesiąc po miesiącu, rok po roku. Jesień to ta szczególna pora, wszystko
wydaje się beznadziejne, przemijanie zdaje się być niemal namacalne. Niby
pora jak każda inna, a jednak.
Powoli, bardzo ostrożnie, sama się dziwiła,
dlaczego tak się zachowała, podeszła w kierunku kabin. Bardzo szybko trafiła
na odpowiednią.
Na tą, z której dobiegał ten tajemniczy miarowy odgłos. Zbliżyła się do
drzwi, wciąż zachowując ciszę i nadstawiła ucha. W ciągu sekundy zdała sobie
sprawę, co jest tego przyczyną. Oblała się rumieńcem. Uświadomiła sobie, że
w zasadzie od pierwszej chwili gdzieś w jej podświadomości, oczywiste było
źródło dźwięku. Stąd ta przezorność, nieco nie na miejscu.
Głos uspokajał go. Strząsnął rękę ze swojego ramienia. Rozejrzał się dokoła
jeszcze nieco mętnym wzrokiem i splunął tuż za siebie. Wszystko już było
dobrze. To tylko sen. Starał się zebrać rozszalałe myśli. Świadomość wróciła
niosąc bezlitosną prawdę. Ich statek rozbił się i przeżyło ich tylko
dziesięciu. Wszystko na jakiejś zapomnianej przez boga planecie. Nigdy
wcześniej tu nie byli. Zostali praktycznie z niczym. Dziesięciu żołnierzy, z
resztką broni, jaką udało się uratować ze statku. Bez możliwości powrotu,
bez środku transportu. Bez wsparcia. Można było się rozpłakać. Rozejrzał się
po swoich towarzyszach.
Pokój umeblowany był
staroświecko, ale panował w nim porządek. Przyjrzał się dziewczynie. Miała
na sobie obcisłe dżinsy i bawełnianą koszulkę, spod której zauważył
sterczące drobne piersi. Przyniosła mu jakiś zimny napój. Spróbował i
uśmiechnął się dając jej do zrozumienia, że mu smakuje. Jola zachowywała się
w jakiś dziwny sposób prowokacyjnie. Niby nie robiła nic, ale wokół niej
roztaczała się jakaś dziwna aura buntu. Nastolatki, pomyślał a mimo to
spodobała mu się. Była taka zadziorna nawet, kiedy nic nie mówiła. W końcu
dosiadła się do stołu. Zajęła miejsce na krześle tuż obok niego podsuwając
pod swój szczupły tyłek stopę.
Na drugi dzień Paweł obudził się z bólem głowy i kacem moralnym. Kiedy jadł
śniadanie przy stole, nie potrafił spojrzeć Marianowi w oczy. Czuł wyrzuty
sumienia. Poprzednia noc wydawała mu się taka odmienna, zupełnie jak nie z
tego świata. Kiedy mechanik wsiadł do swojego malucha i pojechał do miasta
po obiecaną część, Paweł wyszedł z domu i kręcił się po okolicy. Za nic nie
chciał pozostać sam na sam z Danutą. Nie wiedział jak się zachować. Po
dwugodzinnym spacerze wrócił do domu w którym nocował i zastał już malucha
zaparkowanego na placu. Poszedł do garażu i zobaczył że Marian już zabrał
się do roboty. Tym razem nie pozwolił się wyprosić i został zerkając zza
pleców mechanika co też tamten robi.
Rafał znajdował się gdzieś w pół drogi pomiędzy jawą a snem. Myśli, które z
początku swobodnie krążyły w jego umyśle przybierały na sile. Stawały się
coraz bardziej intensywne i jednocześnie krążyły coraz szybciej. Kłębiły się
z taką intensywnością, że w końcu spowodowały chaos. Jego źrenice pod
przymkniętymi powiekami krążyły rozbiegane coraz szybciej i szybciej. W jego
podświadomość wkradł się niepokój. Jak lodowata woda rozlewał się po jego
głowie wyciskając krople potu na czole.
Po kolacji Stefan wybrał się do palmiarni. Bardzo lubił to miejsce,
przeszklone z widokiem na park. Dodatkowo smaku dodawały egzotyczne rośliny.
Szczególnie, kiedy zerkał na zewnątrz, gdzie wiatr zaczynał już swój szalony
taniec gnąc drzewa i krzaki. Zawsze w takich chwilach lubił czerpać
przyjemność, że jest w przytulnym ciepłym wnętrzu. Nie zauważył, kiedy
podeszła do niego kobieta.
Jeszcze dzisiaj czuję dreszcze, kiedy sięgam pamięcią wstecz. Zacznę po
kolei. Natalię poznałem pewnej zimy. Zabijałem jeden z długich, chłodnych
wieczorów przed komputerem. Poznałem ją na czacie. Rozmawialiśmy dość długo,
od razu przypadła mi do gustu. Skoro tak dobrze nam się rozmawiało, kolejnym
etapem była wymiana maili i regularny kontakt przerodził się stopniowo w coś
więcej. Moje zainteresowanie nią przybrało na sile, kiedy wymieniliśmy się
fotkami. Nie będę ukrywał, sprawiła na mnie bardzo korzystne wrażenie.
Atrakcyjna trzydziestolatka, ja miałem wtedy dwadzieścia pięć lat. Ta
różnica wieku przyprawiała całej sprawie dodatkowego pieprzyka.
Spokojny głos spikera niósł się z głośników wypełniając swoim barytonem cały
samochód. Rafał bębnił palcami po kierownicy. Zadzierając głowę starał się
wypatrzyć, co się dzieje przed nim. Nie było to łatwe. Wycieraczki z
ledwością nadążały przecierać szybę atakowaną wciąż nowymi dużymi płatkami
śniegu. Stał w niemal w miejscu już od kilkunastu minut, zaczynał się
niecierpliwić. Wokół panowały już ciemności, dochodziła siódma wieczorem.
Kolumna bezradnych samochodów ciągnęła się na dwa kilometry. Wszystko wokół
przykryte było śniegiem. Bogu dzięki za ogrzewanie, pomyślał zerkając na
podświetlone pokrętła regulacji temperatury. Delikatne pomarańczowe światło
deski rozdzielczej rozświetlała jego ściągniętą twarz. Nerwowo zerkał na
cyferblat, wskazówka prędkościomierza wciąż wskazywała zero.
Rafał nie pamiętał swoich rodziców. Wychował go dziadek. Dzieciństwo i swoje
młodzieńcze lata spędzili razem w rodzinnym domu. Mieli dobry kontakt ze
sobą. Kiedy Rafał skończył szkołę podstawową dziadek posłał go do prywatnej
szkoły z internatem. Ten wyjazd okazał się znamienny, ponieważ już nie
wrócił już do rodzinnego domu. Oczywiście odwiedzał dziadka, jednak jego
życie toczyło się daleko od domu i rodzinnego miasteczka. Mijały lata a on
skończył liceum, podjął studia. Odwiedzał dziadka coraz rzadziej. Obydwaj
kochali się i potrzebowali wzajemnie, jednak dziadek wiedział, że nie może
zatrzymywać go w malutkim miasteczku. Zawsze kładł duży nacisk na jego
edukację.
Damian przeszedł pustym korytarzem. Trupio blade światło lamp jarzynowych
odbijało się od wypolerowanego linoleum. Jego buty na gumowej podeszwie raz
na kilka kroków skrzypiały specyficznie. Na oddziale panowała całkowita
cisza. Dwudziestolatek przeszedł jeszcze kilka kroków i zatrzymał się przy
drzwiach. Wszedł do środka po cichu. W pokoju znajdowało się tylko jedno
łóżko. Leżała w nim kobieta. Pacjentka. Damian zwrócił na nią uwagę
pierwszego dnia, kiedy ją do nich przywieziono. Nie wiedział dokładnie, co
jej dolegało. Pewnie jakaś wariatka, pomyślał, w końcu wszyscy tutaj to sami
wariacji. Wziął taboret stojący tuż obok drzwi, przy umywalce. Postawił go
przy łóżku i usiadł. Kobieta fascynowała go. Miała jakieś czterdzieści lat.
Jednak jej twarz przykuwała jego uwagę. Podobała mu się.
Jola postawiła kołnierz swojego płaszcza wtulając w niego twarz. Było jej
zimno. Śnieg sypał od rana a wiatr sprawiał, że białe płatki wirowały w
powietrzu wdzierając się gdzie tylko mogły. Spojrzała na zegarek i
przyśpieszyła kroku. Dochodziła piętnasta. Muszę jeszcze przygotować
kolację, pomyślała brnąc pod wiatr. To była specjalna kolacja, jedyna w
roku. Wigilijna. Chciała zdążyć przed mężem. Wokół wszędzie przemykali
ludzie, skuleni, z twarzami pochylonymi w dół. Każdy starał się ukryć przed
wiatrem i śniegiem. Wszyscy chcieli się znaleźć jak najszybciej w domach.
Nawet samochody przemykające tuż obok chodnika zdawały się mruczeć
zniecierpliwione. Póki, co centrum tętniło życiem. Jednak było tylko kwestią
czasu, kiedy miasto wyludni się niemal zupełnie. Do pierwszej gwiazdki,
pomyślała kobieta idąc pod wiatr.
Obóz leżał w środku lasu. Od strony północnej otaczało go jezioro. Całą
resztę pochłaniały drzewa i zarośla. Była tylko jedna droga dojazdowa.
Właśnie stamtąd wytoczył się nieco zdezelowany dżip a w nim troje mężczyzn.
Samochód wyjechał na polanę i zatoczył koło wokół domków, najwyraźniej
szukając dogodnego miejsca na parking. Z domu wyróżniającego się rozmiarem
pośród reszty niewielkich domków kempingowych, wyszła kobieta i wskazała
przybyszom miejsce do zaparkowania.
Dzielnica, w której wychował się Tomek była uboga. Wszyscy się tam znali a
życie toczyło się wokół kilku ulic. Mieszkańcy mieli swój świat, zamknięty
przed obcymi. Rzadko zdarzało się żeby ktoś obcy pojawił się w tych
stronach. Tomek mieszkał w kamienicy z czerwonej cegły. Przynajmniej kiedyś
była czerwona. Z czasem szarzała aż w końcu sczerniała zupełnie. Kiedy miał
osiemnaście lat jego świat zamykał się na zaledwie kilku kilometrach
kwadratowych. Spędzał go na włóczeniu się ze swoimi kolegami, czasami
siedzieli na podwórzu okupując trzepak albo kręcili się wokół nasypów
kolejowych, tuż za osiedlem. Jednak Tomek miał jeszcze jedną pasję. Po
przeciwległej stronie ulicy, na którą wychodziło jego okno znajdowała się
rzeźnia. Nie byłoby w tym nic ekscytującego gdyby nie pewna kobieta. Rzeźnik
był mężczyzną potężnym i wiecznie zapracowanym. Mieszkał na pierwszym
piętrze, tuż nad swoim sklepem. Zajmował trzypokojowe mieszkanie wraz ze
swoją żoną, Mileną. To właśnie ona była obiektem zainteresowania chłopaka.
Już od dawna kręcił się wokół niej spoglądając pożądliwie. Milena była
atrakcyjną kobietą.
Sobotni poranek rozpoczął się słonecznie. Tomek wstał o jedenastej. Co tam w
końcu weekend - pomyślał wygrzebując się z pościeli. Z zewnątrz dochodziły
jakieś odgłosy. Wstał i drapiąc się po przyrodzeniu podszedł do okna. Miał
pokój na poddaszu, spojrzał w dół na sąsiednią parcelę. Z okna miał widok na
ogródek, od sąsiedniego domu dzieliło niewysokie ogrodzenie. Ktoś wprowadzał
się do sąsiedniego domu. Sięgnął za kaloryfer gdzie trzymał papierosy. Wyjął
jednego wygiętego sobieskiego i zapalił otwierając okno. Mimo swoich
dwudziestu lat wciąż ukrywał się z nałogiem. Nawet nie wiedział czy rodzice
mieliby coś przeciwko, jednak z jednej strony obawiał się ich reakcji a z
drugiej było mu trochę głupio wyjąć przy matce czy ojcu papierosa i zapalić
jakby nigdy nic. W końcu ten dzień nadejdzie- obiecał sobie przenosząc swoje
zainteresowanie na przeprowadzkę. Czterech sporych facetów przemykało tam i
z powrotem dźwigając meble.
Biuro detektywistyczne Enigma, mieściło się na drugim piętrze budynku
niegdyś należącego do KC. Długi sześciopiętrowy biurowiec z szarego
piaskowca nie należał do najładniejszych, ale czynsz za biura był tam niski.
Enigma zajmowała trzy nieduże pokoje. Tomek pracował tam od trzech miesięcy.
Wciąż jeszcze był podniecony swoim nowym fachem. Siedział za pożółkłym
starym drewnianym biurkiem. Na blacie leżała duża szara koperta. Wynik jego
pierwszego zadania. Dwa tygodnie temu zgłosił się do nich starszy mężczyzna
pod sześćdziesiątkę. Od razu było widać, że ma sporo pieniędzy, więc został
przyjęty nad wyraz uprzejmie. Sprawa, jakich większość, trzeba było śledzić
jego żonę. Pewnie Tomek nie dostałby tego, bo klient płacił grubą gotówką i
szef nie chciał żeby nowicjusz coś zepsuł, ale wszyscy byli w obiegu. Skoro,
zatem nie miał wolnych ludzi, sprawa przypadła Tomkowi.
Moja wyprawa w góry okazała się klapą. Najpierw zasiedziałem się w
schronisku delektując się widokami i kubkiem gorącej czekolady. Później
ruszyłem przed siebie schodząc z góry. Nie minęło, nie pamiętam już
dokładnie, dwadzieścia minut, kiedy zerwała się śnieżyca. Przyśpieszyłem
kroku naciągając kaptur na głowę i osłaniając oczy przed zacinającym
śniegiem. Nie trzeba było długo czekać na efekt. Zgubiłem się zupełnie w
leśnej gęstwinie. Szedłem a las stawał się coraz bardziej gęsty i gęsty.
Kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak było już o wiele za późno.
Zatrzymałem się przy ogromnym drzewie łapiąc oddech. Pięknie, rzuciłem w
przestrzeń, ale moje słowa zostały porwane przez wiatr i stłumione gęstym
śniegiem. Zakląłem siarczyście, czego nie powstydziłby się najstarszy baca i
ruszyłem przed siebie szukać wyjścia. Kiedy zaczynało się ściemniać przyszła
pierwsza fala paniki.
Dla Anety i jej chłopaka miały to być niezapomniane wakacje. Wyjechali na
dwa tygodnie nad morze. Na początku wszystko było jak we śnie. Spacerowali
trzymając się za ręce, kochali się na plaży. Wszystko zaczęło się zmieniać,
kiedy obok nich rozbiła się pięcioosobowa grupa dziewcząt. Aneta zauważyła,
że kokietują Damiana, jej chłopaka. Coraz częściej proponowały wspólne
posiłki i wypady na plażę. Kiedy pierwszy raz zwróciła mu uwagę, że powinni
więcej czasu spędzać razem żachnął się i nazwał ją zazdrośnicą. Tak zaczęły
się drobne sprzeczki i kłótnie. Dziewczyna zauważyła, że Damian był pod
coraz większym urokiem nowych koleżanek. Szczególnie jednej blondynki, która
bezwstydnie podrywała go na jej oczach. Czar powoli pryskał. Kłócili się
coraz częściej. Mimo ładnej pogody coraz więcej czasu spędzała samotnie w
namiocie.
Kiedy wyjąłem ze skrzynki pocztowej dużą białą kopertę z pieczątką
kancelarii prawnej o mało nie podskoczyłem. Jakaż to kancelaria może mieć do
mnie jakieś sprawy. Pierwszym odczuciem w takich sytuacjach w moim przypadku
jest strach. Nie wiem jak wy, ale mnie ojciec tak wpoił, że telegram czy
jakiekolwiek urzędowe pismo niesie ze sobą złe wieści. A tu kancelaria
prawna... Drapałem się w głowę idąc schodami na drugie piętro swojej
kawalerki. Kiedy już zamknąłem za sobą drzwi na zasuwę rzuciłem list na stół
i usiadłem na fotelu. Musiałem zapalić. Zamiast otworzyć kopertę żeby
natychmiast przekonać się, co jest na rzeczy ja wolałem katować się
niepewnością. Nie pamiętam już, na kiedy datował się ostatni list, jaki
otrzymałem. Przez ostatnie lata pamiętają o mnie jedynie wodociągi, zakład
gazowniczy, elektrownia i administracja.
Wypad w góry - (5k) 01.07.2004
MF, oral, format: ****
Kilka dni w górach dobrze mi zrobi, pomyślałem, kiedy już wjechałem do
małego nieco sennego miasteczka. Rzuciłem mapę na siedzenie obok rozglądając
się dookoła. Moja kwatera miała być jakiś kilometr za miasteczkiem. Minąłem
niewielki, ale bardzo urokliwy rynek z kościółkiem i licznymi sklepami
mieszczącymi się w parterach niewielkich kamieniczek. Po chwili już
opuszczałem centrum. Jechałem drogą, która można by pomyśleć składała się
niemal z samych zakrętów. Droga położona była jakby w dole a kilkadziesiąt
metrów od niej znajdowały się podnóża gór. Wysokie zwaliste i porośnięte
gęstym lasem. Gdzieniegdzie można było zauważyć połacie pola jakby siłą
wyrwane przyrodzie.
Biblioteka miejska położona była przy ruchliwej ulicy, w ciągu pozostałych
kamienic. Jej szara fasada bez żadnych zdobień, nieco przybrudzona niczym
nie zapowiadała tych wszystkich rozkoszy umieszczonych na dwóch
kondygnacjach pod uginającymi się półkami. Jedynie mała czerwona tabliczka
tuż przy wejściu informowała rzeczowo o przeznaczeniu tego miejsca. Daniel
lubił spędzać w niej swój wolny czas. Najbardziej lubił przychodzić w
soboty, kiedy, zawsze miał wtedy wolne. Budził się rano już z tą myślą, brał
prysznic i wychodził. Po drodze do biblioteki jadł śniadanie w jednym z
rozlicznych fast foodów i kupował paczkę papierosów.
Dominikę poznałem zupełnie przypadkowo. Spędzając jedną z bezsennych nocy
przy komputerze. Rozmawiając z nieznanymi sobie ludźmi gdzieś pomiędzy jedną
konwersacją a drugą. Wpadliśmy na siebie. Było to jedno z tych
nieoczekiwanych "spotkań", kiedy rozmowa klei się od ręki. Bez większego
wysiłku. Przez pierwsze piętnaście minut poznawaliśmy się jakby od
niechcenia. Później zaczęły się rozmowy bardziej pikantne. Pora była po temu
odpowiednia i pokój, w którym byliśmy również. Dziwny jest fakt, że na
czacie możesz rozmawiać z kilkudziesięcioma osobami i świntuszyć mniej lub
bardziej. Jednak bez większego echa. Natomiast raz na jakiś czas spotykasz
taką osobę, która wydaje się być niemal stworzona do ciebie. Tak było w
przypadku Dominiki. Wirtualny seks z nią był niczym spełnienie wszystkich
dzikich fantazji.
Magda była pięćdziesięcioletnią kobietą. Zajmowała mieszkanie nad Markiem.
Mimo swojego wieku była kobietą ładną, trzymającą linię i cały czas powabną
dla mężczyzn. Przynajmniej Marek zawsze lubił zawiesić na niej oko. Jej mąż,
starszy przynajmniej o siedem lat, tylko przemykał się późną porą przez
klatkę schodową. Pracował do późna. Marek mieszkał w tej kamienicy od dwóch
lat. Od początku miał z tym sympatycznym małżeństwem dobry kontakt. Kilka
razy zdarzyło się im odwiedzić na kawie lub zamienić kilka słów na chodach.
Wszedł do mieszkania i zamykając drzwi przekręcił klucz w zamku. Taki miał
zwyczaj. Dawało mu to poczucie bezpieczeństwa. Zastanawiał się nad
spędzeniem sylwestra u Kwiatkowskich. Tak właśnie nazywali się Magda i jej
mąż Stefan.
Dzień miał się ku końcowi. Słońce chowało się już za czubkami drzew. Mżyło.
Droga otoczona z każdej strony lasem wiła się jak wąż. Odcinek ten był jednym
z bardziej malowniczych na tej trasie. Samochód pędzący nią to wznosił się
to znów opadał jadąc jakieś sto czterdzieści na godzinę. Widoczność była coraz
gorsza jednak o tej porze mało, kto tędy przejeżdżał. Andrzej i Wiola wiedzieli
o tym doskonale. Często tędy jeździli. Pędzili przed siebie rozpryskując wokół
drobinki wody zbierającej się na ulicy. Czerwony Opel Kadett pokonał właśnie
jeden z ostatnich łuków, powodując szalony taniec zarośli na poboczu. Kierowca
dodał gazu szykując się do łagodnego wzniesienia, kiedy kątem oka zauważył,
że z lasu wyjeżdża jakiś truck. Zbliżał się powoli, więc Andrzej swobodnie
rozpędzał się ratując cenne minuty. Mimo woli obserwował, trucka. Ten zatrzymał
się już przy wjeździe na szosę. Czekał.
Czas mijał nam szybko. Ciągłe niespodzianki Agaty i jej niespożyta energia
były lepsze niż wieczory przed telewizorem. Jej erotyczne gry, które prowadziła
ze mną sprawiały, że czułem się jak w niebie. W pracy układała się dobrze.
Unikałem dłuższych wyjazdów w obawie, że mogłaby mnie zdradzić. Tak właśnie.
Myśl, że mogłaby kochać się z innym mężczyzną napawała mnie przerażeniem.
Sam nie wiem, dlaczego zaczynałem o tym myśleć. Ostatecznie było nam bardzo
dobrze. I może właśnie, dlatego. Człowiek już ma taką przypadłość, że jak
ma z górki myśli już o tym, że w końcu musi być pod górkę. No dobra, nie wiem
jak człowiek. Ja tak mam. Opowiedziała mi kiedyś o swojej ulubionej rozrywce,
kiedy była jeszcze nastolatką. Pamiętacie, że wtedy to jeszcze była Ewa, nie
ta ucząca się i dobrze ubrana Agata, którą po części stworzyłem. Była małą
brudną kosmatą dziewczynką. Kiedy na rynek wprowadzono kondomy na sztuki,
Ewa kręciła się po sklepie z igłą i przebijała jeden po drugim.
Nie wiem, od czego zacząć żeby opowiedzieć wam o Ewie. Mógłbym godzinami
opowiadać jak zmieniła moje życie. Ta drobna energiczna dziewczyna z jasnymi
włosami do ramion i zielonymi oczami. Jej filigranowe ciało było zawsze pełne
energii. Niosła ze sobą chaos, namiętność czasem łopoty. Miałem trzydzieści
osiem lat, kiedy ją poznałem. Ona dwadzieścia jeden. Z pewnością nie jedno
z was skrzywi się ze wstrętem czy niesmakiem. Nic na to nie poradzę. Dzieliło
nas tak wiele, nie licząc wieku, ja byłem dyrektorem, miałem pieniądze i władzę.
Ona była młodą dziewczyną, nie miała grosza przy duszy. Nie była wykształcona.
Można by powiedzieć, dziewczyna z nizin. Pochodziła z patologicznej rodziny.
Wychowywała się w kamienicy niewielkiego miasteczka gdzieś w centralnej Polsce.
Wyobrażam sobie to miejsce, brudny odrapany budynek z toaletą na półpiętrze.
Spotkałem ją o dziewiętnastej. Patrzyłem jak szła w moim kierunku. Jej ciemne
blond włosy lekko falowały na wietrze. Miała na sobie sukienkę z bardzo delikatnego
materiału, pod którym rysowały się kobiece kształty. Jej biodra kołysały się
w taki elastyczny sposób... Było w niej coś zmysłowego wtedy po raz pierwszy
zdałem sobie sprawę, dlaczego na niektóre kobiety mówi się kociaki. Poruszała
się niesłychanie płynnie. Każdy mięsień zdawał się podkreślać jej kobiecość.
Kiedy stanęła przede mną skąpana w słońcu dostrzegłem jej regularne rysy twarzy.
Była śliczna. Kiedy się odezwała jej głos był tak miękki i przy tym delikatny,
że przeszył mnie dreszcz. Może nie podniecenia, ale jakiejś dzikiej satysfakcji.
Poszliśmy razem do kawiarni gdzie zamówiliśmy piwo. Było w tym coś niemal
perwersyjnego, że kobieta taka jak ona pije piwo. O wiele bardziej pasowałoby
wino lub jakiś drink.
Dzień był pochmurny i deszczowy. Mżyło praktycznie od samego rana z niewielkimi
tylko przerwami. Mgła powoli ogarniała miasto, kiedy wieczór niepostrzeżenie
rozpostarł swoje ramiona okrywając wszystko brudną szarością. Adam spojrzał
zdegustowany pogodą przez firankę aż przeszył go dreszcz chłodu. Miał czterdzieści
lat i coraz częściej odczuwał skutki takiej pogody. Co za dzień - pomyślał
siadając w fotelu i szukając pilota do telewizora. Właśnie miał włączyć telewizor,
kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Wstał i ciężko człapiąc do przedpokoju zastanawiał
się, kto też może go niepokoić o tej porze. Na klatce schodowej stała młoda
dziewczyna, na oko, jak ją ocenił miała jakieś dwadzieścia pięć lat. Miała
rude włosy krótko ścięte i chociaż Adam nie przepadał za krótkimi włosami
u kobiet musiał przyznać, że jest ładna i fryzura jej pasuje. Stała przed
nim ze zmieszaną miną. Zdobyła się na nieśmiały uśmiech.
Kompleks handlowy mieszczący w sobie sklepy, kawiarenki i sale kinowe zajmujące
dwie kondygnacje wyglądał imponująco. Przeszklony, sterylnie czysty stał dumnie
w centrum miasta jakby z pogardą patrząc na okoliczne, mizernie wyglądające
nieliczne bloki i kamieniczki. Wyrósł w tym miejscu jakby na przekór recesji.
Historia tego kompleksu była dość długa i zawiła w sensie prawnym. Ale ja
nie o tym. Właśnie tutaj, przy ogromnych przeszkolonych drzwiach, umówił się
na randkę w ciemno młody dwudziestopięcioletni brunet. Nazywał się Sebastian.
Chłopak był dość wysoki i przystojny. Stał nerwowo dopalając papierosa. Co
chwila zerkał na zegarek. Nie był podenerwowany samym faktem spotkania się
z kobietą.
Sobotnia noc zapowiadała się przyjemnie. Niebo wyglądało jakby ktoś nakrył
je granatowym kocem i posypał brokatem. W powietrzu unosił się świeży przyjemny
zapach wiosny. Wiatr nieśmiało przemykał uliczkami ocierając się o przechodniów
i znikał gdzieś za skrzyżowaniem. Dochodziła dwudziesta druga, kiedy pięcioosobowa
grupa przyjaciół znalazła się na głównej ulicy handlowej miasta. Byli w wyśmienitych
humorach zdaje się po kilku drinkach. Zatrzymali się przy dużych brązowych
drzwiach dyskoteki. Dochodziły zza nich przytłumione odgłosy muzyki. Chwilę
rozmawiali zastanawiając się pewnie czy wejść do środka. W śród nich były
dwie pary i jeden mężczyzna bez kobiety.
Wyobrażam sobie jak odwoże Cie do domu. Jestesmy sami i proponujesz mi
żebym wszedl na góre. Idziemy razem ciemnym korytarzem a ja łapie Cie za biodro
odwracam Cię w moją stronę i kładę dłoń na piersi, opierasz sie o ścianę zaczynasz
głaskać dłońmi mojego członka. Wyjmuję twoją pierś na wierzch i zaczynam ją
lizac, glaskac ustami, pieścić palcami. Kładę dłoń na rozporku Twoich spodni.
Czujesz jak gorąco z mojej dłoni spływa na twoą uwięzioną w majteczkach cipkę.
Kładziesz swoją dłoń na moją i prosisz mnie żebym sie wstrzymał i poczekał
aż zamkniemy za soba drzwi. Zostawiam Cię w spokoju ale jak tylko drzwi zamykają
się za nami i jesteśmy już sami w mieszkaniu rzucam się na Ciebie. Zdejmuję
z Ciebie wszystko zostajesz tylko w majteczkach i staniczku. Widzę jak spod
materiału stanika spozieraja wielkie sterczące sutki, sa takie rosłe i nabrzmiałe
jak dojrzałe ziarno. Sterczą w moją stronę jakby sie prosiły żebym wziął je
w usta.
Wychodzisz z wanny, jesteś odprężona i świeża jak wiosenny poranek. W pokoju
palą się wyłącznie świece. Jest ich sporo w różnych miejscach. Czerwono żółte
światło sprawia, że pokuj wydaje się bardziej tajemniczy, blaski świec pogłębiają
cienie, które snują się tuż za Twoimi plecami, na ścianach i suficie. Z głośników
płynie spokojna relaksująca muzyka. Wtedy czujesz, że zbliżam się do Ciebie
od tyłu. Staję tuż za Tobą i obejmuję w talii, trzymając swoje dłonie na dłoniach
końcami palców muskam lekko Twoje podbrzusze. Czujesz mój zapach, ja również
czuję zapach Twojego ciała, jesteś taka pachnąca, wtulam usta w Twoje włosy.
Po chwili czujesz mój gorący oddech na swoim uchu, przeszywa Cię lekki dreszczyk
podniecenia, lekko wilgotny język zaczyna muskać twoje uszko, najpierw jego
krawędź, bardzo powoli... Aż wsuwa się dalej. Znowu czujesz ten przyjemny
dreszczyk, płynie przez Twoją szyję i ramiona.
Wyobraź sobie że jedziemy razem tramwajem, jest straszny tłok i stoimy
bardzo do siebie przyciśnięci przez innych pasażerów. Czujemy na sobie nasze
własne spojrzenia. Nikt wokół nie zwraca na nas uwagi, panuje ogólny tłok
i zamieszanie. Czujesz jak po chwili mój członek sztywnieje, czujesz go na
swoim podbrzuszu, jak się pręży pod spodniami. Napierasz na niego mocniej.
Ja czuję jak piersi rozgniatają się na mojej klatce piersiowej, sztywne już
sutki wbijają się w moją koszulkę. Kładę dłoń na Twoim tyłeczku. Zaczynam
niepostrzeżenie ugniatać Twój pośladek. Jest bardzo jędrny, masuję go a nikt
nawet tego nie widzi, zbyt ciasno jest. Czuję jak sięgasz dłonią udając że
do torebki dotykasz mojego członka. Dotykasz go przez spodnie bardzo ostrożnie
żeby nikt nie zauważył... nikt tego nie widzi...
Tego południa jechałam do szkoły na wywiadówkę, pora była fatalna, z nieba
leciały zimny deszcz i w dodatku zrobiło się ciemno jakby za chwilę miał nastąpić
koniec świata. Zaparkowałam przed szkołą i weszłam do środka. Odnalazłam klasę
i zajęłam miejsce w jednej z pierwszych ławek, siedziałam naprzeciwko biurka
wychowawczyni mojego syna. Kiedy wszystko się zaczęło nie zwracałam większej
uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. Byłam akurat po kłótni z mężem i najmniej
potrzebowałam towarzystwa tych wszystkich obcych ludzi. Raz po raz klasę wypełniał
błysk piorunów i słychać było potworne grzmoty. Zauważyłam, że nauczycielka
ukradkiem spogląda na mnie jakby oceniając coś w myślach. Wtedy dopiero zwróciłam
na nią swoją uwagę.
Za oknem zapadał już zmierzch, porywista wichura sypała śniegiem prosto
w szyby. Stałaś przy oknie i wpatrywałaś się w tą zamieć rozkoszując się ciepłem
z kominka, które tak kontrastowało z chłodem na zewnątrz. Po chwili usiadłaś
tuż obok mnie. Stara górska chata miała w sobie taki nieopisany klimat jakby
czar. Różowe światło z kominka padało na Twoją twarz, rzucając na Twoje piersi
tajemnicze cienie. Usiadłem tuż za Tobą, położyłem dłonie na Twoich ramionach...
wsuwając je pod bluzkę czułem ciepło Twojego ciała, kiedy poruszałem opuszkami
palców w górę sięgając karku, czułem gęsią skórkę przeszywającą Twoją gładką
skórę. Błądziłem pod materiałem nie zupełnie na ślepo, świadomie kierowałem
dłonie w dół do Twoich piersi. Chciałem poczuć jak jędrnieją pod moim dotykiem.
Kiedy położyłem na nich dłonie zacząłem nimi leciutko i powoli masować ja,
to na boki, to w górę czy w dół.
Zorg obudził się w lesie. Rozejrzał się wokół i jak zwykle nie mógł sobie
przypomnieć skąd się tu wziął i dokąd zmierza. Taka była jego klątwa. Obudził
się wśród wysokich traw. Wokół rozciągała się malutka polanka a dalej już
gęsty las. Wstał i przeciągnął się, pomimo czterdziestu pięciu lat był potężnie
zbudowany i miał niemal dwa metry wzrostu. Wędrował po kraju bez celu i za
każdym ram kiedy się budził widział wszystko jakby po raz pierwszy. skierował
się w stronę lasu i znalazł niedaleko konia. ponieważ był przywiązany do gałęzi
drzewa założył że to jego koń. wskoczył zwinie na grzbiet i pojechał. na jego
plecach zwisał luźno potężny miecz. Zorg przepasany był kawałkiem skóry, miał
długie jasne włosy i dwudniowy zarost na twarzy. Niebo było ciemne, bardzo
pochmurne kolory od ciemnoczerwonego aż po fioletowy. Sprawiało wrażenie dość
posępne i nie rzucało zbyt wiele światła.
Na peronie stał tłum, kłębił się przed białym pasem bezpieczeństwa z niecierpliwością
oczekując powolnie toczącego się pociągu. Kiedy otwarły się drzwi w wagonach
ludzie popychając i poszturchując jeden drugiego zaczęli wypełniać przedziały.
Zawsze lubiłem widząc takie tłumy, spokojnym krokiem wejść do przedziału pierwszej
klasy gdzie zawsze świeciły pustki. Tym razem również tak było, usadowiłem
się na fotelu pod oknem. Na dworze było już ciemno i tylko sztuczne oświetlenie
jarzeniówki umocowanej pod sufitem rozlewało się na cały przedział. Oparty
policzkiem o szybę wsłuchiwałem się w zgiełk dochodzący zza drzwi. Kiedy pociąg
ruszył obserwowałem krajobraz zmieniający się przed moimi oczami w coraz większym
tempie... pociąg nabierał rozpędu, rytmiczny stukot kół wpływał na mnie kojąco
niemal mnie hipnotyzował.
Słońce chowało się już za dachami okolicznych budynków. Szła zgodnie ze
wskazówkami, jakie otrzymała mailem. Miała mieszane uczucia. Z jednej strony
była podniecona i zafascynowana jednak były i obawy. Miała spotkać się z kimś
nieznajomym. A co jeśli okaże się, że to zupełnie nie to, czego oczekiwała?
Takie myśli kołatały się w jej głowie, kiedy stanęła pod drzwiami. Numer na
nich zgadzał się z tym, co miała zapisane na skrawku papieru. Wzięła głęboki
oddech i zapukała. Po kilku sekundach, które zdawały się jej wiecznością,
usłyszała trzask przekręcanego klucza. Drzwi otwarły się i wreszcie go zobaczyła.
Siedziała w ciemności przed komputerem. Jedyne światło w pokoju sączyło
się z ekranu monitora, padając na jej zarumienioną twarz. Dokończyła opowiadanie
i po chwili wyłączyła komputer. Czuła się nieco dziwnie pobudzona. Nie przypuszczała,
że opowiadania erotyczne mogą tak na nią wpłynąć. W ciemności sięgnęła do
szuflady biurka i wyjęła świeczkę. Po chwili ciepłe pomarańczowe światło z
granatowej świecy rozjaśniło nieco pokój. Drgający płomień rzucał przedziwne
cienie, nieco pogłębiając mrok. Wstała i poszła do łazienki. Miała ochotę
na prysznic. Zrzuciła z siebie ubranie i odkręciła kurki z wodą. Wciąż zamyślona
stała pod prysznicem wspominając to, co czytała. Na samą myśl czuła przyjemne
mrowienie w podbrzuszu. W opowiadaniu kobieta była całkowicie wydepilowana.
Rzuciłem się na gazety kupione wcześniej, zaparzyłem kawę i zabrałem się
za czytanie. Wtedy tchnęła mnie taka złota myśl. Możesz się zamknąć w domu
i odizolować. Możesz nie mieć przyjaciół i spędzić w samotności nawet miesiąc.
Ale jest ktoś, kto nigdy Cię nie zawiedzie. Przez ten cały czas możesz być
pewny, że politycy będą wyciągać swoje brudne lepkie łapska i brać ile wlezie.
Kiedy zaliczyłem trzy nowe afery cisnąłem gazetą w kąt. Nie potrzebnie je
kupiłem. Mogłem kupić Playboya albo coś w tym stylu. Nie miałbym tego przykrego
uczucia, że jestem rżnięty w dupę, co najwyżej czułbym się, że to ja kogoś
posuwam.
Stefan obudził się z potwornym bólem głowy. Czuł obok siebie gorące ciało
wtulonej w niego śpiącej kobiety. Omal nie podskoczył, kiedy odgarniając kosmyk
blond włosów swojej towarzyszki rozpoznał w niej Helenę, swoją szefową. Odruchowo
przeczesał włosy dłonią i wypuścił mocno powietrze z płuc. Próbował przypomnieć
sobie ostatnią noc. Ale zamiast tego poczuł tylko tępy ból głowy. Czuł się
okropnie nie mogąc przypomnieć sobie minionej nocy. Podniósł głowę i rozejrzał
się po pokoju. Nadal był w hotelu, odetchnął z ulgą. Jestem na delegacji,
mamrotał pod nosem. To już był jakiś punkt zaczepienia. Powoli i nie bez wysiłku
wracała mu pamięć. Było przyjęcie, ludzie z firmy i klienci. Pamiętał, że
wszyscy tuż po kolacji udali się na bankiet. Głośna muzyka, drinki i tańce.
Obrazy niezupełnie ostre przewijały się przed jego oczami. Ostrożnie żeby
nie zbudzić kobiety wyślizgnął się spod kołdry i usiadł na skraju łóżka. Na
podłodze leżały porozrzucane części garderoby. Śpiąca kobieta zamruczała jakby
jej sen stawał się coraz płytszy.
Ojciec zniknął z mojego życia, kiedy miałem zaledwie trzy lata. Wyjechał
na jakiś kontrakt za granicę i tak już zostało. Nie wiem, dlaczego mama nie
wyszła powtórnie za mąż. Ostatecznie była zawsze kobietą atrakcyjną i zadbaną.
W każdym razie żyliśmy sobie we dwójkę i muszę przyznać, że było nam dobrze.
Mijały lata, mama rozwijała się zawodowo a ja zdobywałem wykształcenie. Materialnie
powodziło nam się również całkiem nieźle. Tym bardziej, że ojciec przysyłał
nam pieniądze w obcej walucie. Żyliśmy spokojnie bez większych zrywów na przedmieściach
dosyć dużego miasta. Swoje dwudzieste trzecie urodziny obchodziłem w naszym
ogrodzie w gronie przyjaciół. Był grill, muzyka tańce i wszystko jak to zwykle
przy takich okazjach. Pogoda również dopisywała zupełnie jakby nic nie mogło
zmącić tego dnia. Kiedy jednak słońce ukryło się za dachem sąsiadów a ja zamknąłem
bramę za ostatnim gościem zauważyłem, że na schodach przed domem siedzi mama.
Zbliżyłem się do niej a ona gestem ręki wskazała mi miejsce obok siebie. Usiadłem
posłusznie i zapytałem, co się dzieje. Jej oczy były jakieś zamyślone, zapatrzone
w dal.
O północy zadzwonił telefon. Kolega prosił mnie żebym przyjechał po niego
i jego żonę do hotelu gdzie bawili się na firmowej imprezie. W zasadzie to
post wykluczał jakiekolwiek huczne przyjęcia, jednak każda okazja jest dobra
żeby się upić. Z rozmowy telefonicznej wywnioskowałem co nie było trudne że
jest nieźle zalany. Ubrałem się szybko i wsiadłem do samochodu uprzednio dokładnie
go odśnieżając. Zbliżały się święta i ulice wraz z witrynami sklepowymi upstrzone
były różnokolorowymi światłami. Taka ciepła świąteczna atmosfera. Jechałem
dość ostrożnie wśród gęsto padającego śniegu. Wreszcie minąłem miasto i pomknąłem
w ciemności kierując się na drogę wyjazdową do Wisły. Z trudnością odnalazłem
niewielki hotelik niedaleko drogi głównej. Dość rozsądnie wybrali sobie odosobniony
zajazd na tego typu przyjęcie.
Zaraz po ślubie wprowadziliśmy się do teściów, niestety rzeczywistość naszego
kraju jest bezlitosna. W czteropokojowym mieszkaniu gnieździliśmy się w piątkę.
Oprócz teściów mieszkała z nami siostra żony. Miała 19 lat i była strasznie
energiczną osobą. Życie płynęło nam niezbyt ciekawie, ciągłe kłótnie i brak
prywatności. Nic nie zapowiadało tego, co spotkało mnie pewnego sobotniego
wieczoru. Otóż żona musiała wyjechać na szkolenie i zostałem sam w jaskini
lwa. Kiedy wróciłem do domu położyłem się w pokoju, który zajmowaliśmy i czytałem
gazetę. Potem kręciłem się po mieszkaniu. Przez cały wieczór, kiedy szedłem
czy to do łazienki czy też do kuchni w pobliżu przewijała się Marta, moja
szwagierka. Przez cały czas niby to przypadkiem ocierała się o mnie. To czułem
jak przesuwa swoimi młodymi i niezwykle jędrnymi piersiami po moim torsie
a to znów czułem jak jej tyłeczek ociera się o moje krocze.
Spała tuż obok mnie. Czułem ciepło jej ciała, kiedy od czasu do czasu ocierała
się o mnie. Miała na sobie tylko majtki. Początkowo nie zwracałem uwagi na
ten fakt. Jednak, kiedy kołdra osunęła się z niej a jej tyłeczek wypiął się
w moją stronę strąciłem zainteresowanie telewizją. Patrzyłem na jej biodro,
jak harmonijnie przechodzi w tyłeczek. Majteczki wsunęły się między pośladki
prowokując moją wyobraźnię. Widziałem jak z pomiędzy jej ud wystaje ta rozkoszna
wypukłość. Wiedziałem, że powodują ją jej skłębione wargi sromowe. Powoli
i ostrożnie skierowałem w tamtym kierunku rękę. Palcem dotknąłem wypukłości.
Przyjemna miękkość zachęciła mnie do dalszej zabawy. Moje podniecenie rosło
i zaczynałem już nerwowo przełykać ślinę żeby jej nie zbudzić.
Sauna jest nieduża, wykończona w drewnie. Leżymy na deskach a z piecyka
rozchodzi się gęsta para wypełniając całe pomieszczenie białymi kłębami. Leżysz
na plecach, patrzę na Twoje ciało, na zarys piersi prześwitujące prze wszechobecną
gęstą parę. Jest bardzo gorąco. Widzę krople potu spływające po Twojej gładkiej
skórze. Skraplająca się para spływa kryształowymi strumyczkami z Twoich piersi.
Przysuwam się bliżej i patrzę jak zahipnotyzowany. Widzę jak ten strumyczek
spływa z Twojego sutka, zatacza malutki okrąg na piersi po czym kieruje się
w dół. Płynie leniwie po płaskim brzuchu w dół aż do pępka. Kropla po kropli
woda zbiera się w tym zagłębieniu po czym jak wezbrana rzeka spływa w dół
po Twoim podbrzuszu i poprzez mięciutkie włosy łonowe znika w Twoim kroczu.
Ola to moja sąsiadka. Kobieta dwudziesto dziewięcioletnia. Samotnie wychowuje
dziecko w mieszkaniu nade mną. Pewnego popołudnia poprosiła mnie o pomoc,
chciała żebym nauczył ją obsługi komputera. Przyszedłem do niej około siódmej
wieczorem. Czekała na mnie, dzieciak bawił się w pokoju obok. Zająłem miejsce
przy jej nowym komputerze i rozpocząłem naukę. W między czasie zaproponowała
filiżankę kawy, czego oczywiście nie odmówiłem. Siedzieliśmy jakieś dwie godziny
i byliśmy już lekko zmęczeni. Zauważyłem, że Ola miała na sobie fartuszek,
w którym pewnie zwykle krząta się po domu robiąc porządki. Wyglądał w nim
bardzo seksownie, sięgał jej połowy ud a jej odpięte górne guziczki odsłaniały
nieco tajemnicze krągłości skrywane tuż pod fartuszkiem. Miała na sobie również
brązowe pończochy. Mówiłem do niej jednocześnie zerkając na jej uda.
Wróciłem ze stoku niecałą godzinę przed zmierzchem. Przyjemne drewniane
wnętrze hotelu i ciepłe powietrze klimatyzacji natychmiast zachęciły mnie
do gorącej kąpieli. Z taką też myślą ruszyłem po schodach do pokoju. Na korytarzu
zauważyłem pokojówkę. Młoda na oko dwudziestodwuletnia dziewczyna. Podrywałem
ją już od dwóch dni, ale zawsze potrafiła mnie zbyć swoim szczerym uśmiechem.
Zagaiłem do niej i tym razem. Dzisiaj wydawała się bardziej otwarta na luźną
rozmowę niż zazwyczaj. Zachęcony jej postawą zaprosiłem ją na lampkę wina.
Dziewczyna chwilę ważyła coś w myślach, po czym z tym swoim rozbrajającym
uśmiechem, że kończy za godzinę, jeśli się zdecyduje to zajrzy do mnie. Pożegnaliśmy
się i wszedłem do pokoju. Nie ma to jak w domu - pomyślałem rzucając ciuchy
na wersalkę. Do łazienki wszedłem już zupełnie nagi.
Stoimy pomiędzy przedziałami w pociągu pędzącym przez nieprzeniknione ciemności.
Mamy wspaniałą letnią noc. Jest ciepło i masz na sobie bardzo zwiewną sukienkę
z cienkiego materiału niezwykle seksownego w dotyku. Twoje jasne włosy swobodnie
powiewają na wietrze wdzierające się przez otwarte okno. Panuje straszny upał
i niezwykły tłok jak na tą porę dnia. Stoimy tuż pod ścianą, ja plecami przywieram
do drzwi wyjściowych a Ty stoisz tuż przede mną. Czuję Twój świeży zapach,
jeszcze z pokoju hotelowego gdzie wzięłaś prysznic, Twoje włosy muskają moją
twarz a ich delikatny zapach i miękkość wzmagają moje podniecenie. Wiem że
pod sukienka nie masz żadnej bielizny, Ty również to czujesz. Czujesz jak
delikatny materiał pieści Twoje ciało, jak ociera się o Twoje piersi, pośladki,
ramiona
Tomek leżał w szpitalnym łóżku. Miał sporo szczęścia, ponieważ sam zajmował
trzyosobowy pokój. Pomieszczenie było skromnie urządzone. Trzy metalowe łóżka,
przy każdym z nich małe szafki. Na podłodze wyświechtane linoleum. Duże drewniane
okno wychodziło na niespokojną ulicę w centrum miasta. Minęły już dwa dni
od zabiegu i w zasadzie leżał tu tylko, dlatego że tego chciał i udało mu
się przekupić lekarza. Chciał mieć kilka dni spokoju. Po kolacji odczuwał
ból, więc poprosił o jakieś tabletki. Ostatecznie ich nie zażył. Ból sam minął.
Kiedy leżał w nocy odkryty w samych spodniach od pidżamy niespodziewanie usłyszał
jak otwierają się drzwi do pokoju. Sam nie wiedział dokładnie, dlaczego ale
zamknął oczy i udawał, że śpi. Do środka weszły dwie młode pielęgniarki. Jedna
miała blond włosy starannie upięte w kok a druga rude i rozpuszczone.
Już niemal drzemałem w fotelu, kiedy nagle kobiecy głos przez megafon zapowiedział
odjazd mojego pociągu. OpóĽnienie było już ponad godzinne. Podobno w którymś
miejscu na drodze do zakopanego tory były zasypane przez śnieg. Paskudna zima,
pomyślałem wtulając się w swój płaszcz. Nie było to potrzebne, ponieważ w
pociągu było dość ciepło. Wpatrywałem się w okno patrząc jak powolutku nabieramy
prędkości a tłumy ludzi pozostają gdzieś w tyle i stają się już tylko wspomnieniem.
To lubiłem najbardziej w podróżowaniu pociągiem. Zawsze miałem wrażenie, że
wszystko zostawiam za sobą. Wszystkie problemy znikały wraz z pierwszym stuknięciem
kół.
Byłem wtedy w ósmej klasie, ale pamiętam ten dzień jak nigdy. Podpadłem
swojej wychowawczyni tak drastycznie, że kazała mi zostać po lekcjach i pozmywać
wszystkie napisy na szkolnych ławkach. To była ciężka praca i wiedziałem,
że zajmie mi, co najmniej trzy godziny. Uzbrojony w detergenty od woźnego
i szmaty rozpocząłem swoją pracę zamykając drzwi klasy żeby nie drażniły mnie
glosy kolegów bawiących się w najlepszego na szkolnych korytarzach. Byłem
przy jakimś trzecim blacie, kiedy weszła nauczycielka. Miała na imię Dorota.
Pani Dorota, tak zwykliśmy do niej mówić ostatecznie byliśmy jej wychowankami
od trzeciej klasy.
O północy wracałem z urodzin. W samochodzie panowały ciemności i tylko
blade niebieskie światło z deski rozdzielczej oświetlało moją twarz. Miałem
otwarte okno i cieszyłem się wspaniałym leśnym zapachem. Po obydwu stronach
szosy kłębiły się drzewa, ilekroć przejeżdżałem tą trasą zastanawiałem się
jak głęboko jest ten las. Czy kilkanaście metrów dalej są już jakieś wiejskie
gospodarstwa czy też las ciągnie się kilometrami. I ta niesamowita myśl co
bym zrobił gdyby samochód nawalił na tym odludziu. Licznik wskazywał sto pięćdziesiąt
kilometrów na godzinę kiedy nagle na poboczu mignęła mi słabo widoczna sylwetka
pojazdu. Ledwie zauważyłem jego światła pozycyjne, choć to właśnie one zwróciły
moją uwagę.
Jesteś ubrana w czarną suknię. Jakieś pół godziny temu wyszłaś z łazienki
wykąpana w aromatycznych olejkach. Czujesz się odświeżona i odprężona. Znajdujesz
się w starym zamku, jest późno i ciemno ale mój znajomy kustosz wpuścił nas
bez problemu. Siadasz na ogromnym łożu, jest całe w jakichś aksamitnych pościelach
i z ogromnym baldachimem. Wokół palą się ogromne świece, kandelabry pogłębiają
ciemności w całej komnacie i czynią ją jeszcze bardziej tajemniczą. Kładę
się obok i zaczynam pieścić Twoje ciało. Zaczynam masować Twoje piersi, ugniatam
je wpatrując się jak Ty wyjmujesz mojego członka ze spodni i bawisz się nim.
Wyjmuję piersi na wierzch, sutki już zdążyły zesztywnieć, cycuszki stały się
jędrne jakby większe. Pieszczę je swoimi dłońmi a suteczki nabrzmiewają coraz
mocniej.
Była już szósta po południu, stałem na przystanku już jakieś czterdzieści
pięć minut. Wiał straszny wiatr i było potwornie zimno. Jacyś menele wynieśli
wiatę przystanku i nie mogłem się nigdzie schronić. Zdążyłem już nieźle przemarznąć
a żaden tramwaj nie nadjeżdżał. Naprzeciwko mnie jakieś piętnaście metrów
stała kamienica. W tych okolicznościach wyglądała bardzo posępnie. Czerwona
cegła zdążyła już sczernieć kilkanaście lat temu. Zauważyłem, że w oknie jednego
z mieszkań ktoś stoi i przygląda się tym wszystkim nieszczęśnikom, którzy
stali ze mną na mrozie. Przebierałem już niecierpliwie nogami w miejscu, gdy
usłyszałem, że tajemnicza postać w oknie stuka w szybę. Spojrzałem na nią
i wtedy zauważyłem, że macha do mnie zapraszającym gestem żebym wszedł na
górę. Wskazałem palcem na siebie żeby się upewnić czy to, aby o mnie chodzi.
Miałem wtedy piętnaście lat. Rodzice wyjechali na jakąś wycieczkę a mnie
zostawili pod opieką cioci Leokadii. W zasadzie to nie była żadna ciotka,
ale przyjaciółka mamy jeszcze z dzieciństwa. Ze względu na jej częstą obecność
zwracałem się do niej per ciociu. Została ze mną, ponieważ miała przypilnować
żebym się podciągnął z geografii. W tamtym czasie Leokadia miała jakieś trzydzieści
dwa lata. Była samotniczką, żadnego faceta w pobliżu. Sprawiała wrażenie szczęśliwej
z samą sobą. Miała rude włosy i bardzo jasną cerę. Ten kontrast zawsze mnie
fascynował. Długie lśniące włosy oplatały jej ramiona. Była dość przeciętna
jak na kobietę, ale ze względu na te rude włosy była bardzo seksowna. Zawsze
mnie podniecała, kiedy była w pobliżu.
Anna niedawno skończyła czterdziestkę, ale wciąż niejedna dwudziestolatka
mogłaby jej pozazdrościć figury. Mimo tych wszystkich lat i dwójki dzieci
jej ciało nie straciło swej jędrności. Po dwudziestu latach małżeństwa czuła
się jak ta kura domowa, znudzona życiem. Miłość i namiętność to były dla niej
już tylko puste słowa. Jej życie erotyczne z mężem również było nudne śmierdziało
rutyną. Henryk, jej mąż, był dotychczas jej jedynym mężczyzną. Uważała, że
to żałosne w jej wieku mieć wyłącznie jednego kochanka, w dodatku swojego
własnego męża. Poza brakiem uczuć i tego dreszczyku emocji w sypialni niczego
im nie brakowało. Od kiedy firma Henryka zaczęła dobrze prosperować przenieśli
się do ładnego domu z ogrodem a ona rzuciła swoją dotychczasową posadę. Jednak
jak to zwykle bywa im lepiej układały się ich sprawy finansowe tym bardziej
cierpiało przy tym ich małżeństwo.
Pewnego dnia przyszła Agnieszka, miała zapuchnięte oczy od płaczu. To właśnie
wtedy dowiedziałem się jak wygląda życie codzienne u rodziny Leśniewskich.
Jej ojciec tak naprawdę nie był jej ojcem a jedynie ojczymem, bardzo lubił
pić, dlatego jej matka, była szczęśliwa, kiedy Aga spędzała u mnie dużo czasu.
Okazało się, że jej ojczym wracając pijany do domu urządzał karczemne awantury,
przezywał je obie kurwami i bił jak popadło używając rąk, nóg a czasami także
pasa czy co tam miał akurat pod ręką. Opowiedziała mi jak którejś nocy przyszedł
do niej, miał szklisty i nieobecny wzrok sapał podniecony i strasznie czuć
było od niego alkohol. Usiadł na łóżku obok niej i zaczął coś do niej mówić.
Zawsze kiedy siedzę sam w domu albo w pracy wieczorem przy komputerze,
zastanawiam się jak smakujesz. Jak wyglądają Twoje piersi, jak wilgotnieje
Twoja cipka kiedy się podniecisz. Staram się oczami wyobraźni zobaczyć Twoje
sutki które jakby obudzone do życia lekkim podmuchem wiatru stają się coraz
większe. Pęcznieją niczym grzyby i sterczą nabrzmiałe od krwi. Setki już razy
starałem sobie wyobrazić jak wygląda Twoja słodka dziurka. Twoje różowe wargi
nabrzmiałe i pełne a im głębiej tym ciemniejsze Twoje ciałko aż zamienia się
w fiolet... niemal czułem już nie raz zapach Twojej rozkosznej cipki, i przez
sen piłem Twoje soczki.
Pokój nie odróżniał się niczym szczególnym od tysięcy innych pokoi hotelowych,
jakie można spotkać w całym kraju. Skromne umeblowanie, ale również schludnie
wysprzątane wnętrze dawało w rezultacie zupełnie przyjemny klimat. Czekając
na Magdę zapaliłem papierosa i podszedłem do okna. Dzień miał się już ku końcowi
i było tak duszno - za chwilę pewnie spadnie deszcz - pomyślałem. Zapalając
papierosa usiadłem na fotelu i nalałem sobie mineralnej z lodówki. Po kilku
minutach niebo zaczęło już wydawać złowrogie pomruki a nisko nad sklepieniem
zawisły ogromne czarne chmury. Wtedy z zadumy wyrwał mnie dźwięk pukania do
drzwi. Po chwili drzwi otwarły się i do pokoju weszła kobieta. Wstałem przyglądając
się jej uważnie. Ubrana cała w czerni zdawała się nie pasować do tego pokoiku
hotelowego.
Jutro początek tygodnia. Znów zapętlimy się wszyscy w szarości dnia codziennego.
Kiedy spoglądam za okno i widzę zasypane śniegiem samochody odruchowo dotykam
ręką kaloryfera. Jak to miło poczuć ciepełko. Mam teraz ochotę opowiedzieć
Wam kolejną historię. To było jakieś pięć lat temu. Pracowałem wtedy w pewnej
małej firmie, w całym budynku mieściło się ich wiele. Był taki okres, że niewiele
się działo i miałem mnóstwo wolnego czasu. Poświęciłem go na wirtualne pogaduszki.
Poznałem wtedy pewną interesującą dziewczynę. Rozmawialiśmy bardzo dużo i
dość szybko zaczęliśmy świntuszyć na czacie. Pamiętam jak mnie podniecały
słowa, które, pisała. Przypadliśmy sobie do gustu. Najciekawsze z tego wszystkiego
to fakt, że pracowaliśmy w tym samym budynku.
Moje ulubione miejsce w kościele zawsze było na chórze, stawałem w samym
jego końcu przy ogromnym oknie zdobionym witrażem. Na wieczornych mszach kiedy
światło z latarni spływało na witraż, chór wypełniał się wspaniałą feerią
barw. Było to niesamowite jakby coś mistycznego. Szczególnie że nie widać
było z tego miejsca ołtarza tylko słychać melodyjny głos księdza śpiewającego
podczas nabożeństwa. Tego wieczoru chórek był pełny choć udało mi się zająć
swoje ulubione miejsce. Przywiązałem się do niego dlatego że tylko jeden człowiek
mógł tam stać a wszyscy pozostali znajdowali się przede mną. Po prostu nie
lubię mieć kogoś za plecami. Przede mną stała kobieta, zwróciłem na nią uwagę
już na początku.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora