Każde z nas poszło w swoją stronę. Prysznic. Czego Ci ludzie ode
mnie chcą? Przynajmniej nie zapytała o to czy może zrobić
całonocną balangę jak Arek, stary pijak. Tak to już człowieka
traktują, jak myślą, że wszystko co ma dostał w prezencie; a ja
wcale tak wiele nie dostałem. Położyłem naczynia w zlewie i już
chciałem pozmywać, ale wiedziałem, że zabiorę ciepłą wodę.
Cóż mi zostało do roboty? Wyszedłem z kuchni i udałem się do
pracowni. Pech, albo szczęście, chciał, że idąc z kuchni do
pracowni mija się łazienkę, a ja nie naprawiłem cholernego zamka i
trzeba było wprawy aby zamknąć drzwi do łazienki. Nie lub stety
były otwarte. Zapewne na moich ustach pojawił się diaboliczny
uśmiech, nie mogłem się powstrzymać. Kabinę prysznicową (a nie
mam w ogóle wanny) mam wykonaną z półprzeźroczystego szkła, tak
zwanego "matu", więc w miarę dobrze widać. A było na co popatrzeć,
miała piękne ciało.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora