Wieczór był upalny, słońce właśnie zachodziło gdzieś daleko za horyzontem. Wszyscy byli już zmęczeni tym żarem, który nieprzerwanie od dwóch tygodni lał się z nieba. Z radia płynęła cicha muzyka a ja wolno podjeżdżałem do miejsca, w którym wyznaczyliśmy sobie spotkanie. Przyjechałem dziesięć minut przed czasem, więc zaparkowałem samochód i zgasiłem silnik. Rozparłem się wygodnie na fotelu kierowcy i rozglądałem się wokoło czy nie nadchodzisz. Moją uwagę przykuł krążący na bezchmurnym niebie bocian. Szybując spokojnie zataczał coraz mniejsze koła. Nie wiem ile tak siedziałem, bo z zamyślenia wyrwał mnie brzęk zamka i odgłos otwierających się drzwi od strony pasażera.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora