O poranku, kolejnego dnia, swoim zwyczajem udał się na ulubiony spacer. Słońce grzało mocno. Na łące kwiaty otwierały, po nocnym odpoczynku, swoje pąki, w których owady nasycały się nektarem. Ptaki śpiewały, a Książe spacerował niby po dywanie kolorów. Ku jego zdziwieniu w oddali zobaczył jakiś ruch. Słońce go oślepiało, wiec nie widział dokładnie. Stanął pod starym drzewem, które swoimi gałęziami i liśćmi osłaniało jego oczy. Przyglądał się dokładnie, bo do tej pory nie widział nic podobnego. Postać ta miała inaczej niż on długie włosy, w których słońce tańczyło promieniami. Zgrabna osóbka w sukience z białego płótna, zbierała jego kwiaty. Układała je na przedramieniu, a ich pąki dotykały jej piersi, które było widać, kiedy stała w słońcu.
Dzisiejszy ranek przywitał mnie pięknym słońcem. Rodzice jeszcze spali,
a ja już zawisłam na telefonie i dzwoniłamdo Gośki. Obie skończyłyśmy po 17
lat. Małoletnie laseczki do wzięcia. Marzyłyśmy o tym, żeby w te wakacje przeżyć
fajne przygody - z chłopakami. Ale będzie się działo. Wyjeżdżałyśmy na drugi
dzień do małej miejscowości nad jeziorem i co najważniejsze pod namioty. Boże,
co to miało być za przeżycie. Po raz pierwszy bez kontroli nauczycielek, albo
rodziców. Miałyśmy plan chodzić na wszystkie dyskoteki. Kłaść się spać nad
ranem, a spać do popołudnia. Na samą myśl o tym serce tłukło się we mnie.
Musiałam wiec ustalić ostatnie szczegóły, co która ma wziąć ze sobą.
Zadzwonił telefon zapowiadający godziny pracy. Było już dość późno. W słuchawce
usłyszałam obcy męski głos :
- Halo, czy dodzwoniłem się do Arniki.
- Tak. - odpowiedziałam już wiedząc, że to kolejny klient.
- Chce się z tobą dziś spotkać. Obojętnie mi gdzie. A właściwie to zapraszam
cię do siebie.
Było około godziny szóstej wieczorem. Było dość chłodno. Nie wiem czy z
zimna, czy z podniecenia moje sutki były napęczniałe i stojące. Zbliżałam
się do hotelu niedaleko mojego domu. Często przechodziłam obok niego, jednak
nigdy nie miałam okazji być w środku. Z zewnątrz nie wyglądał obiecująco.
Niebieskie nieco obdrapane ściany i brązowe drzwi nie bardzo zapraszające
do ich otworzenia.
Czekałam ze zniecierpliwieniem na mojego spóźnionego już towarzysza. Koń
przestępował nerwowo z nogi na nogę i próbował wyrwać się z pode mnie. Wreszcie
ze stajni wyłonił się koń, na którym siedział mężczyzna.
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora