No, może wreszcie się doczekam jego fiuta w sobie...
Zaczyna mnie pieścić jedną dłonią, a druga chyba się masturbuje, bo słyszę
jego przyspieszony oddech. Raz po raz uderza mnie w tyłek swoim stwardniałym
penisem. Znów jestem mokra i gotowa... Ale nie, tym razem nie dane mi poczuć
w środku jego spustu surówki. Krople gorącej spermy lądują na mojej pupie.
Przenika mnie dreszcz...
Właśnie doceniło mnie oko szefa. Trzecie oko ;)
Znów staje za krzesłem. Tym razem jego palce błądzą leniwie to po moim karku,
to po płatku ucha, to po policzku... Jednocześnie jakby nigdy nic drugą dłonią
pokazuje mi błędy, niby przypadkiem dotykając mnie za każdym razem, gdy cofa
rękę. Ten dotyk sprawia, że płonę i ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest poprawianie
jakichś niedorobionych formuł. - Wiesz, że Ci nie zapłacę za te nadgodziny?
Masz słabą wydajność - znów się śmieje, gdy ja, ciężko już dysząc ze z trudem
tłumionej żądzy, próbuję dokończyć pracę według jego wskazówek.
Metodycznie usuwam kropelkę po kropelce. Zdążyły już nabrać lekko słonego
smaku - w pokoju jest naprawde gorąco. Przelizuję się coraz bliżej Twych drogocennych
klejnotów. One jednak zdecydowanie najlepiej smakują saute. Ucztuję tak przez
dłuższą chwilę, aż Twój sprzęt osiągnie pełną gotowość bojową. Wtedy ostrożnie
opuszczam się na wycelowaną prosto we mnie lufę... To ponoć pozycja, która
mężczyźni lubią najbardziej, bo tylko leżą, a wszystko robi się samo ;)
Powiedziała mi, że Kinga była przez całe studia najbliższą przyjaciółką
Roberta i że nie jest pewna, ale chyba łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń.
No tak, teraz zaczęłam się domyślać, czemu mój men był taki skwaszony. Postanowiłam
zapytać go, czy na pewno dobrze się bawi... Ale już po chwili zupełnie o tym
zapomniałam. Gdy wyszłam, na środku parkietu tańczył chłopak z dziewczyną.
Rzucali się w oczy, bo oboje mieli białe podkoszulki i w ultrafiolecie blask
bił od nich z daleka. Nie było siły, musiałam im się przyjrzeć, a serce zabiło
mi szybciej. Czyżby moja wymarzona świeżynka? Niezbyt wysoka, zgrabna, w prostych
dżinsach, z cieniutkim paseczkiem gołej skóry na brzuchu... Miała ciemne,
kręcone włosy do ramion i delikatne rysy. Hmmm.... gdyby nie to, że jestem
hetero...
Chwila odpoczynku i czas na posiłek dla mojego mężczyzny. Dekoruje mi sutki
śmietaną, a wierzchołek każdej piramidki ozdabia ostatnimi znalezionymi, cudem
nie zgniecionymi poziomkami. Potem pochłania łapczywie ten deser, niemal odgryzając
mi stwardniałe już brodawki. Krzyczę z przestrachu, ale uspokaja mnie długi,
czuły pocałunek. Potem robi mi strzałkę na brzuchu, tak że jej ramiona pokrywają
moje krótkie futerko. Językiem robi na moim ciele esy-floresy, bardziej rozprowadzając
po nim niż zlizując śmietanę, podążając przy tym nieubłaganie w kierunku,
jaki sam wyznaczył. Nagle wstaje i oddala się do części kuchennej. Kątem oka
dostrzegam, że znów jest podniecony. Szuka czegoś, odsuwa i zasuwa szuflady
w szafkach, w końcu wraca. Unosi moje nogi do pionu i za pomocą sznura, który
znalazł, obwiązuje mi kostki.
Z tłumionym jękiem rozkoszy pozwalam zapanować nad sobą fizjologii.
Ciebie też to podnieca, bo co chwilę dobiegają mnie lubieżne pomruki.
Napięcie mięsni sprawia, że płynie ze mnie tylko cienka, przerywana
strużka. Wtedy zaciskasz lekko, ale zdecydowanie w zębach moje dolne
wargi. Ta odrobina bólu, którą czuję sprawia, że znów wspinam się na
szczyt...
Wieczór jest pogodny i dość ciepły - chyba jeden z ostatnich takich
tego lata. Pyzaty księżyc wędruje powoli po niebie. Jeszcze godzina -
dwie, a zajrzy do okien i zacznie nas podglądać. Krzątam się po
kuchni, czekając na Ciebie. Wreszcie słyszę, jak przekręcasz klucz w
zamku. Podbiegam i zarzucam Ci ręce na szyję. Całujesz mnie lekko i
odsuwasz delikatnie od siebie. Czekam cierpliwie, aż się rozbierzesz.
Wiem, co może stać się już za chwilę i moje serce drży w niepewnym
oczekiwaniu.
Eksplodujesz już po chwili, a ja słyszę Twój krzyk. Tym razem nie
zdążyłam dojść razem z Tobą, ale wiem, że przed nami jeszcze wiele
godzin zabawy. Wstaję z klęczek i całuję Cię, a Ty wpychasz mi język w
usta, smakując to, co pozostało z mojej uczty.
Czas odpocząć... Pozbawiamy się nawzajem reszty garderoby - oczywiście
oprócz moich pończoch - i mościmy się na szerokim małżeńskim łożu.
Dochodzi 23-cia. Wracamy z Rynku po późnym obiedzie, podążając trasą
znaną już na pamięć nawet Tobie, choć spotkaliśmy się zaledwie kilka
razy. Nie widzieliśmy się od bardzo dawna i tak wiele mamy sobie do
powiedzenia. Mimo to rozmowa toczy się leniwie i pozornie bez
większych emocji. Naszą tęsknotę znacznie trafniej wyrażają czułe
gesty, znaczące spojrzenia i zapadające raz po raz milczenie, pełne
napięcia i oczekiwania na to, co stanie się już za kilka chwil.
Dochodzimy do nadbrzeża Odry, w myślach widzimy już cel naszej
wędrówki, w rzeczywistości ukryty za bryłą kościoła.
Drugiego dnia w pracy nie widziała Mietka, ale wychodząc ze szkoły
znalazła w kieszeni kurtki kartkę z suchą, lakoniczną informacją:
"16.00, galeria, zaczekaj na mnie koło lodów. M." Z tego co pamiętała,
nie miał żadnych zajęć po południu, więc mogli sobie pozwolić na
leniwe spędzenie czasu. Poszła do domu, przegryzła coś w pośpiechu,
przebrała się w swobodniejszy strój (nie były to bynajmniej barchanowe
gacie) i powędrowała do galerii. Lubiła spacery, a teraz chciała się
skupić unikając towarzystwa użytkowników miejskiej komunikacji.
Spóźniła się chwilę, to on czekał na nią.
W jesienny, deszczowy poranek Alicja szła przez miasto okryta obszerną
skórzaną kurtką i osłonięta zielonym parasolem. Kluczyła między
kałużami, żeby jak najmniej zmokły jej wysokie buty, miała przecież
przed sobą kilka godzin w szkole. To był jej debiut jako zastępczyni
biologicy, którą pamiętała jeszcze ze swoich licealnych czasów.
Nauczycielka leżała w szpitalu, a ona miała wrócić do swej wyuczonej,
choć dawno temu zarzuconej profesji. Bała się tego dnia, niepewna jak
przyjmą ją uczniowie. Nie była ani atrakcyjna, ani zgrabna, a wiadomo,
jaka gównażeria potrafi być wredna.
Milkniemy na jakiś czas. Dolewasz szampana i wypijamy na zmianę
jeszcze parę łyków. Bierzesz ode mnie kieliszek, aby wypić ostatni,
ale chyba zmieniasz zamiar, bo przyglądasz mu się przez chwilę, a
potem mówisz: Połóż się na plecach i zamknij oczy. Układam sie więc na
wersalce, a za moment czuję na ciele chłodną strużkę. Płynie między
piersiami, po brzuchu, coraz niżej... Czuję, jak chłód wnika między
moje wargi. Wzdrygam się - wrażenie jest niesamowite. Wtedy część
kropel spływa na boki, tworząc wąskie strumyczki. Ale to nie koniec
niespodzianek. Zaczynasz wodzić palcem, zanurzonym w szampanie, po
moich ustach, szyi, piersiach, brzuchu. Po chwili porcja zimnego płynu
ląduje w zagłebieniu pępka. Teraz dreszcz jest mocniejszy. Tuż potem
czuję Twój język, który wędruje mokrym szlakiem. Zaczynasz od pępka,
coraz wyżej i wyżej, na dłużej zatrzymujesz się przy moich piersiach.
Przenika mnie prąd. Liżesz mnie po szyi, karku, po całej twarzy
koniuszkiem języka. Mam ochotę krzyczeć, ale nie otwieram oczu. Nagle
przerywasz, a za moment czuję znów zimny strumień, który spływa po
moim futerku.
Hmmm... dwie godziny temu miałam zamiar zamknąć komp, dopakować się i
ruszyć na dworzec, a teraz mój umysł pracuje ze zdwojoną prędkością,
kombinując, co jeszcze trzeba zrobić, kupić, załatwić... Wybiegam z
domu na przystanek, na szczęście autobus zaraz nadjeżdża. Teraz szybki
kurs po Tesco - coś na śniadanie, coś do podróży, oooo... co ja
widzę... pończoszki :))) Nie ma to jak kopanie w koszach o 22-giej w
poszukiwaniu odpowiedniego koloru i rozmiaru, heheh... tym razem
wzięłam z domu masło maślane, czyli białą bieliznę... No, mam!!! Można
wracać... Dwie przesiadki, ale co tam... lepsze to, niż bieganie po
nocy po Wrocku. Potem raport na granicę... i cisza. Z emocji nie mogę
spać, więc wyszukuję sobie połączenia, pakuję co trzeba - wszystko
wezmę ze sobą, żeby nie tracić czasu na jazdy po Wrocku tam i z
powrotem... Potem nastawiam dwa budziki i komórkę i próbuję uspokoić
pobudzony umysł, aby złapać choć trochę snu...
Czytam branżową gazetę... Konferencja o etyce badań naukowych -
17 listopada. Włącza mi się w mózgu "obszar pamięci o datach i
rocznicach": Czy to nie...? No tak, dokładnie! 17-ty to nasza
magiczna data. Zawsze o niej pamiętam, ale tym razem może uda się
ją uczcić ją w szczególny sposób - spotkaniem, tak upragnionym.
Sprawdzam jeszcze, jaki to dzień tygodnia i decyduję się
natychmiast, bo zgłaszać trzeba się wcześniej z powodu ograniczonej
liczby miejsc. Nieważne, że to daleko i zarwę dwie noce, aby
dojechać, ważne, że pierwszy raz uda się "wcelować" w naszą
comiesięczną specjalną okazję... No, chyba, żeby mój kochany
mężczyzna był akurat zajęty...
Jest poniedziałkowy wieczór. Siedzimy z Mariuszem, moim serdecznym
przyjacielem, w naszej ulubionej knajpce nad piwem.
Gadamy jak zwykle o wszystkim i o niczym, ale dziś mam do niego
pewną ważną sprawę. Nie za bardzo mogę skupić się na rozmowie, bo
wciąż o tym myślę. W końcu nie wytrzymuję i mówię:
- Słuchaj, mam do Ciebie jedno pytanie... a właściwie prośbę...
Do wieczora jeszcze kilka godzin, ale...
Myślę o Tobie co wieczór... To nie jakieś wielkie epickie freski,
raczej pojedyncze sceny, pojawiające się w wyobraźni i zapadające w
pamięć wraz z reakcjami, które u mnie wywołują.
Marzę o tym, jak scałowujesz moje łzy, które płyną sama nie wiem
dlaczego.
O tym, jak leżysz na brzuchu, a ja opuszkami palców wodzę po Twoich
plecach, szepcząc: Lubisz to? Ja uwielbiam... Myśl o tym sprawia, że
przez moje plecy przebiega elektryzujący strumień ciepła...
Następna wizja - nachylam się nad Tobą i obejmuję ustami Twoją
męskość. Tym razem to nie tylko wyobraźnia, również wspomnienie. Obraz
jest tak wyraźny, że pobudza pulsowanie całego ciała - od podbrzusza
aż po koniuszki palców. Niemal czuję Twój smak, zapach, reakcje
wrażliwego organu na moje pieszczoty.
Jest wieczór. Leżę na swoim łóżku. Moja córa jeszcze nie śpi, mrucząc
ostatnią zwrotkę jakiejś piosenki, a ja w pewnym momencie czuję, że muszę
to zrobić... Przykrywam się kołdrą i opuszczam dłoń coraz niżej i niżej,
spragniona rozkoszy. Zaczynam powoli, kolistymi ruchami pieścić mały
pączek, który zdaje się rozkwitać pod moimi palcami. Przyjemność ogarnia
najpierw okolice czułego miejsca, ale po chwili zaczyna rozchodzić się
coraz dalej niczym kręgi na powierzchni wody. Dociera do mojej muszelki, a
później aż do następnej dziurki...
Copyright by a.p.o.e 2003-2012
Żadna część tego serwisu nie może być kopiowana bez zgody administratora Żadne z opowiadań nie może być kopiowane bez zgody autora